10 rzeczy, których nie wiesz o  farmaceutach i pracy w aptece

10 rzeczy, których nie wiesz o  farmaceutach i pracy w aptece

10 rzeczy, których nie wiesz o  farmaceutach i pracy w aptece

Cześć!

Po serii kosmetyczno-lekowych postów z oceną preparatów i sugestią profilaktyki, czas na coś lekkiego. Założeniem mojego bloga bowiem jest nie tylko doradztwo prozdrowotne, ale także ukazanie trochę aptecznego świata, dowiedzenie, że farmaceuta też człowiek :). Wielu znajomych pyta mnie, jak to jest po drugiej stronie szyby, jak wygląda świat za regałami z lekami i skąd ten specyficzny zapach w aptece. Postanowiłam zrobić małe zestawienie. Mam nadzieję, że nie wyjdą mi z tego jakieś gorzkie żale, ale po prostu chcę ukazać tę drugą stronę zawodu, mniej „elitarną” :).

Zapraszam na post: „10 rzeczy, których nie wiesz o  farmaceutach i pracy w aptece”.

  1. Poprawianie błędnie wypisanych recept

    Na pewno większość z Was doświadczyła takiej sytuacji. Podajecie farmaceucie receptę, on czyta, krzywi się i ogłasza „na recepcie jest błąd”. Są takie sytuacje, że niestety historia kończy się odesłaniem Pacjenta do lekarza. Niemniej praktyka, którą ja preferuje to przyjęcie i realizacja błędnej recepty. Oczywiście do NFZ musi ona być w stanie idealnym, czyli bezbłędnym. Co zatem farmaceuta musi zrobić? Niestety, nie pójdzie na zaplecze i nie poprawi samodzielnie. Musi wziąć tą receptę do danego lekarza. Najczęściej aptekarz trafia do przychodni, gdzie musi się do niego zarejestrować. Czasem jest to uciążliwe, zwłaszcza jeśli nie mamy objawów chorobowych, albo mamy do czynienia z lekarzem-specjalistą. Potem siedzimy w kolejce między pacjentami. Czekamy na możliwość przyjęcia, po czym grzecznie prosimy lekarza o poprawkę. Robimy to najczęściej we własnym czasie wolnym, za który nie należy nam się żadne wynagrodzenia. Nigdy też nie mamy pewności, że lekarz poprawi swój błąd. Zwrócenie komuś uwagi, że coś nie dopatrzył czy przeoczył jest czynnością trudną. Lekarze też są różni i podchodzą do tego nie zawsze z sympatią. Zdarzało mi się „wylecieć” z gabinetu za „zawracanie głowy”. A niepoprawiona recepta to spory dla farmaceuty problem, bo w najlepszym wypadku kończy się wycofaniem fiskalnym i powtórną jej realizacją na 100%, czyli pokryciem refundacji z własnej kieszeni. Dlatego jeśli zdarzy Wam się usłyszeć, że „recepta jest błędna”, nie dziwcie się, że farmaceuta potrzebuje chwili na decyzję co dalej. Jeśli z kolei widzicie siedzącego w kolejce między Pacjentami farmaceutę z plikiem recept, wpuśćcie go w kolejkę. Nie przyszedł tu dla własnego interesu, ale właśnie dla Was.

  2. Czytanie wielokrotne recept

    Kiedyś znajoma mnie zapytała „ile razy czytasz receptę, zanim wydasz lek?”. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, więc na jednej ze zmian zaczęłam liczyć: jak ją otrzymuje, jak ją wklepuję w komputer to ze 2 razy, jak wyjmuje leki z szafy, jak niosę, jak sprawdzam czy dobrze przyniosłam, jak sprawdzam czy dobrze wydaje na ladę, jak porównuje wydruk z receptą, ogólnie z 10 razy na pewno. I to wtedy, jak wszystko jest czytelne. Jeśli jest wątpliwość, dochodzi jeszcze czytanie przez koleżanki po fachu. No ale, nie sprzedajemy marchewek, pismo lekarza bywa „męczące”, a nawet wydrukowana recepta nie daje gwarancji czytelności. Wszystko w imię dobra i zdrowia Pacjenta.

  3. Zawód całodobowy

    W wielu zawodach jest tak, że „uprawia” się go 8 h dziennie, od 8.00 do 16.00. Następnie zamyka drzwi i ma się luz. U farmaceuty tego nie ma. My pracujemy całą dobę. Wiele znajomych dzwoni po poradę, czasem na serio, w dziwnych porach. Mam to szczęście, że mam charakter „tyczki pomocniczki”. Lubię pomagać i robię to chętnie (co mam nadzieję widać na blogu :)). Nie przeszkadzają mi takie rozmowy nocą. Dlatego też to normalne, że na imprezach mam 2 torebki, z czego jedna to super wyposażona we wszystko podręczna apteczka. Każdy wie, że jak na weselu kogoś coś zaboli, albo ma niestrawność, przyjdzie do mnie i coś tam dostanie, no bo ja mam. Bo muszę mieć. Obciach nie mieć. Tak samo w górach, na urlopie i w barze na piwku. Normalnie zachowuję się chwilami jak dilerka.

  4. Darmowe poradnictwo

    Wielu pracodawców uzależnia wysokość wypłaty od sprzedaży. W aptekach także. I taka sytuacja. Kiedyś mój Brat miał do mnie jakąś sprawę. Nie odbierałam telefonu, więc postanowił odwiedzić mnie w pracy. Widząc tłum, nie chciał odrywać mnie od pacjentów, więc sam stanął w kolejce, był chyba szóstą osobą. „Pech” chciał, że każdy z Pacjentów przyszedł z dłuższym interesem. Co ciekawe, po omówieniu problemu okazywało się, że albo nie wymagał leków, albo proponowane przeze mnie pacjent miał w domu. Na końcu była Pani co wybierała krem, ale się nie zdecydowała na żaden. Całość dyskusji, poradnictwa i debat trwała ok. 45 minut. Nie sprzedałam w tym czasie niczego. Według pracodawcy, skoro nie ma sprzedaży, oznacza że nie pracowałam. 45 minut porad, za darmo. Po poradę idzie się do prawnika (od 100 zł za wizytę), dietetyka (od 80 zł), psychologa, pedagoga itd. Każdemu się płaci. Farmaceucie nie. Jak już przyszła kolej na mojego Brata (obserwującego całą sytuację), stwierdził, że właściwie to ode mnie nic już nie chce, ale następnym razem przyniesie mi skarbonkę, położy przy moim okienku z karteczką „napiwki za poradę”. Rozbawiło mnie to z początku, ale po głębszym zastanowieniu… faktycznie. Coś w tym jest.

    10 rzeczy, których nie wiesz o farmaceutach i pracy w aptece

    10 rzeczy, których nie wiesz o farmaceutach i pracy w aptece

  5. Za dużo nie wolno

    Polityka w każdej aptece jest inna. Spotykamy się z bardzo różnymi ograniczeniami. A czego najczęściej nie wolno farmaceutom? Palić, nosić tipsy, malować paznokci na krzykliwe kolory, nosić sztucznej biżuterii, rozpuszczać włosów, robić widoczny makijaż, przychodzić bez makijażu, jeść na froncie, chodzić w rozpiętym fartuchu, nosić zarost na twarzy, nosić ekstrawagancką fryzurę, mieć tatuaż w widocznym miejscu i kolczyki w kontrowersyjnych miejscach, rozmawiać przez telefon prywatny w pracy, brać zwolnienia lekarskiego, urlopów na życzenie i okolicznościowych, nosić spódnice, nosić spodnie, fanaberii nie brakuje. Bo teoretycznie farmaceuta powinien być skromny, schludny, czysty, zadbany, ale nie przesadnie, kulturalny, miły, uśmiechnięty, zawsze wypoczęty, nie może podnosić głosu, denerwować się, powinien być skłonny do pomocy i ustępstw w imię każdej zachcianki Pacjenta. Ostatecznie doprowadza to do licznych absurdalnych sytuacji. Wielu moich kolegów po fachu wstydzi się kupować alkohol w sklepie, nie mówiąc o jakimkolwiek jego piciu czy paleniu papierosów w miejscu publicznym. Na portalach społecznościowych też bardzo cenzurujemy swoje fotografie, bo nam „pewnych rzeczy nie wypada”.

  6. Pomyłki i zaniedbania

    Farmaceuta też człowiek, a to oznacza istota omylna. Pomyłki się zdarzają. Bardzo mnie irytuje jedna rzecz. Jeśli załatwiam coś w urzędzie i nagle zginie jakiś dokument, to moja wina, to ja jestem stratna i to w moim interesie jest jego odszukanie. Doświadczyłam kilku zaniedbań urzędowych, niestety, nigdy nie usłyszałam słowa przepraszam zza biurka. W aptece jest trochę inaczej. Fakt, odpowiadamy za czyjeś zdrowie i życie. A od słowa przepraszam wszystko się tak na serio zaczyna. Gdy odkryjemy pomyłkę, nie zamiatamy jej pod dywan. Postawiona do pionu jest cała apteka. Szukamy od razu kontaktu do Pacjenta, najpierw telefonicznego. Przepraszając wyjaśniamy całą sprawę, nie ważne czy chodzi o wymianę leku, dodanie jakiegoś zapomnianego czy zwrot nadpłaconej kwoty (kiedyś szukałam Pacjentki 4 dni, żeby oddać jej 12 zł reszty, zdarza się i tak). Po telefonicznej rozmowie umawiamy się w domu Pacjenta, oddajemy, wymieniamy i poprawiamy, znów przepraszając. To zawsze jest problem. I sytuacja dla nas trudna. Często nawet jeśli całość odbyła się w miłej atmosferze i zerowym ryzyku nadszarpnięcia zdrowia, poczucie pomyłki zostaje. I boli. I to nie kwestia ego, tylko zasady nieomylności i dokładności. A zdarza się szukać Pacjenta odległego od apteki o kilkadziesiąt kilometrów, zimą i nocą. Bo sumienie nie pozwala czekać do rana.

  7. Praca na zapleczu

    Wydawałoby się, ze praca w aptece to zadanie umysłowe, spokojne, czyściutkie i sterylne. Tymczasem takich plam i ubrudzeń, jakie nabyłam w recepturze kręcąc leki, próżno szukać w kuchni czy garażu. Do tego praca z towarem to nie tylko faktury, ale szereg kartonów, pudeł, skrzynek, niejednokrotnie wymagających przed otwarciem odkurzenia. To też świetna praca fizyczna. Dostawa np. Biovitalu (w kartonie po 6 sztuk) przed sezonem to niezły crossfit po zapleczu. A po kilku godzinach układania dostarczonych pakietów leków biceps rośnie.

  8. Technik kontra magister

    Zasadniczo różnica jest w czasie kształcenia, technik to 2 lata szkoły plus 2 lata stażu w aptece, a magister to 5 lat na uczelni plus 6 miesięcy stażu. Zawód technika nie powstał po to, aby magistra zastępować, ale żeby mu pomagać. Wiedza i doświadczenie obu profesji to jednak sprawa indywidualna. Pracuję z doświadczonymi, genialnymi techniczkami, których umiejętności wielokrotnie przewyższą te posiadane przez znanych mi magistrów. Nie można powiedzieć zatem, że technik jest gorszy. Ma po prostu inny zakres obowiązków. W wielu aptekach jest podział, że technik jest od sporządzania leków recepturowych i zajęć związanych z towarem, a magister od wydawania leków za pierwszym stołem i od bezpośredniego poradnictwa wobec pacjenta . U mnie jednak pracujemy razem, ramię w ramię, pomagając sobie nawzajem i taki układ jest dobry. Teoretycznie technicy zarabiają mniej od magistrów, na pewno ta zasada obowiązuje w danym miejscu pracy. Jednak jak czytałam statystyki, technik z Podkarpacia zarabia tyle samo co magister z Lubuskiego. Zależy wszystko od sytuacji ekonomicznej regionu. Różnice są także w zakresie uprawnień. Technik nie może wydawać ani sporządzać leków zawierających substancje silnie działające, odurzające i psychotropowe. Prowadzi to do licznych paradoksów, gdyż większe uprawnienia ma magister tuż po stażu (o znikomym wciąż doświadczeniu), niż technik z 20-letnim okresem pracy zawodowej. Uważam, że ten przepis jest krzywdzący. Technicy też nie mogą pracować bez magistra w jakichkolwiek godzinach, dlatego na dyżurach nocnych czy świątecznych zawsze powinien znajdować się magister, gdyż te zmiany z reguły są samodzielne. Technicy nie mają też obowiązku ciągłego szkolenia i doskonalenia zawodowego. Ich dalsze kształcenie tkwi w osobistym wyborze i ambicji. Technicy farmacji nie mogą też wystawiać tzw. recepty farmaceutycznej. Technik jednak może prowadzić samodzielnie punkt apteczny . Nie może być natomiast kierownikiem apteki, ani otwartej, ani szpitalnej. Za błędy technika odpowiada kierownik apteki. Magister odpowiada sam za siebie, bez względu na posiadany staż pracy.

  1. Czego nie uczą na studiach

    Sama spotkałam się z wielkim zawodem, jeśli chodzi o studia. Niemal nie przygotowują do pracy w aptece. Mam nadzieję, że choć trochę to uległo poprawie, bo gdyby nie staż, to farmaceuta umiałby robić leki recepturowe, narysować setki wzorów chemicznych, opowiadać o anatomii i fizjologii człowieka i znać szereg leków tylko z nazwy chemicznej. Czemu? Program studiów przeładowany jest rzeczami niekoniecznie potrzebnymi w praktyce, a pomija się sprawy istotne. Dla mnie trudnością były nazwy handlowe preparatów. Po 5 latach błyszczałam chemicznymi i łacińskimi nazwami, ale jak wzięłam lek z półki do ręki, to dopóki nie przeczytałam składu, nie miałam o nim pojęcia. A przecież to podstawa pracy w aptece. Co więcej, asortyment obecnych aptek wykracza poza ramy leków. Na własną rękę specjalizujemy się w kosmetologii, medycynie ratunkowej, dietetyce, żeby znać się na kremach, rodzajach plastrów na odleżyny czy detoksie. Nie uczą na studiach o rodzajach pieluchomajtek dla dorosłych, smoczkach i butelkach dla niemowląt czy ciśnieniomierzach. Suplementy diety też rejestrują się szybciej, niż rosną grzyby po deszczu. Nie sposób wiedzę o nich wynieść z budynku uczelni. I nawet jeśli prawnie nie byłoby przykazu dokształcania się, i tak każdy z nas po zmianie tkwi w nowościach po uszy, żeby nadążyć.

    10 rzeczy, których nie wiesz o  farmaceutach i pracy w aptece

    10 rzeczy, których nie wiesz o  farmaceutach i pracy w aptece (Autor ryc. Michał Gondek)

     

  2. Apteka to 16 pomieszczeń

    Kończąc studia pamiętam jak gdzieś w przepisach znalazłam stwierdzenie, że „każda apteka powinna posiadać 16 pomieszczeń”. Wydawało mi się to strasznie abstrakcyjne. Ale jak się zastanowię: ekspedycja, receptura, magazyn leków, administracja, socjalny, łazienka, zmywalnia, komora przyjęć, archiwum, szatnia, korytarze, pomieszczenie sanitarne, sterylizatornia, magazyn materiałów opatrunkowych, magazyn leków silnie działających, pokój kierownika apteki. Na szczęście niektóre z nich mogą być na serio małe, bo inaczej każda apteka musiałaby być ogromna.

Na tym koniec wyliczanki. Jeśli macie jakieś pytania na temat pracy w aptece i samej apteki, także na temat studiów (coś tam jeszcze pamiętam) czy wyboru miejsca na staż, piszcie w komentarzach. Jest wiele rzeczy, które dla mnie są normą, a kogoś mogą dziwić w mojej pracy, więc zapraszam do dyskusji. Podobno nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi.

Miłego dnia, E*

49 komentarz

  1. AnetaKS napisał(a):

    Raz. Raz mi się zdarzyło, że farmaceutka sama pojechała do przychodni poprawić receptę. Gdyby nie ta sytuacja (zdarzyła się ok. roku temu) to do dzisiaj nie wiedziałabym, że właśnie tak być powinno.

    Bardzo ciekawe to co piszesz 🙂 O tym jak powinien wyglądać farmaceuta nie miałam pojęcia. A wydawałoby się, że to taki „zwykły” zawód.

    • euceryna napisał(a):

      Bo to jest zwykły zawód, tylko pełen mitów i stereotypów. A co do recepty błędnie wypisanej, to nie powinno być tak, że Pacjent czy farmaceuta idzie z nią do lekarza. Farmaceuta powinien poinformować telefonicznie lekarza o błędzie i to sam lekarz powinien zawitać do apteki i błąd poprawić. Ale wiem, jak jest 🙂

      • Paulina napisał(a):

        A znasz lekarza który by zechciał przyznać się do własnego błędu??? Pracuję w aptece małej, osiedlowej gdzie nigdy nie miałam sumienia odesłać starszej Pani/Pana o kulach/lasce z błędnie wystawioną receptą do lekarza. Poprawiając taką receptę sama po godzinach pracy spotykam się z niemiłą, opryskliwą postawą Pana/ Pani doktor, że my farmaceuci – służbiści czepiamy się jakże zapracowanych, nieomylnych wszechwiedzących lekarzy. Nie raz poprawiałam receptę bo wiemy, że dany Pacjent przyjmuje lek A a nie C zapisany omyłkowo lub nie w tej dawce Pacjentowi. Farmaceuta jest niedocenianym ogniwem pomiędzy Lekarzem a Pacjentem – a szkoda. Może nas docenią jak wyemigrujemy z tego kraju i zostaną tylko automaty wydające zamienniki w aptekach sieciowych bo tak muszą, bo im Pan Marketingowiec każe. Lekarz musi wiedzieć, że my chcemy im pomóc w leczeniu Pacjentów zgodnie z naszą wiedzą i kompetencjami. Pacjent musi być świadomy, że tylko w nielicznie pozostałych aptekach prywatnych może jeszcze liczyć na fachową opiekę zgodnie z wiedzą a nie założeniami marketingowymi wielkich sieci. Pacjent wchodząc do apteki powinien zapytać się czy jest to apteka sieciowa czy prywatna, bo tylko tu dostanie preparaty, które zamawia farmaceuta, a nie automat zgodnie z normami marketingu z naciskiem na markę własną produkowaną wg zasady „ktokolwiek widział, ktokolwiek wie” – wyprodukowane w UE.

        • euceryna napisał(a):

          Dziękuję za opinię, cieszę się, ze ktoś jeszcze pracuje tak jak ja. I ma podobne zdanie na temat współczesnej apteki i farmacji. Pozdrawiam i życzę dużo cierpliwości i siły, by był farmaceutą obecnie.

        • Monika napisał(a):

          Nie zgodzę się z krzywdzącą opinią, że farmaceuci pracujący w sieciach polegają na zaleceniach pana z marketingu, i że nierzetelnie doradzamy pacjentom. Z całym szacunkiem, ale farmaceuci z aptek prywatnych chyba nie zdają sobie sprawy ile wysiłku kosztuje nas z „sieciówek” dbanie o dobre imię własne i zawodu farmaceuty. Dochodzenie swoich praw przed menedżerem do fachowej obsługi pacjenta, ignorowanie zaleceń w momencie, kiedy pacjentowi dany lek nie jest potrzebny. Proszę mi wierzyć, zawsze znajdą się farmaceuci pracujący na „odwal” (również w aptekach prywatnych), ale i pracujący rzetelnie (nawet w „sieciówkach”). Jedyne co mnie bardzo boli to brak integracji w naszym zawodzie, to że nie umiemy walczyć o swoje. Dlatego też dochodzi do kuriozalnych sytuacji, że menedżer dyktuje leki, które mam wydawać. Niejednokrotnie właściciel prywatny robi to samo, bo nie ma wykształcenia medycznego. Do tego agresywne reklamy, które tylko podważają nasz autorytet (czy GIF naprawdę tego nie widzi?). A na koniec jest pacjent, który mamiony lotnymi hasłami jest zdezorientowany i na propozycję lepszego leku wietrzy podstęp. Więcej solidarności drodzy koledzy i koleżanki. A może to ja jestem idealistką i za bardzo mi zależy, pomimo pracy w sieci i walki o dobro pacjenta. Pozdrawiam

          • euceryna napisał(a):

            Racja, nie wolno nikogo szufladkować ani generalizować. Niestety w naszym zawodzie jest jak jest, a jest źle. Dlatego zawsze powtarzam Pacjentom, że jak się nie podoba obsługa/jakość w jakiejś aptece, należy iść do innej. Jest ich sporo, na pewno w którejś znajdzie się ktoś rzetelny i „nie sprzedany” koncernom. Pozdrawiam, E*

    • Stara aptekara napisał(a):

      Proszę czytać dokładnie. Tak nie powinno być!
      Raz się pani zdarzyło. O niektórych razach pewno pani nawet nie wie,bo wiele aptek nawet nie informuje pacjentów,tylko zbiera raz w tyg recepty i robi rundkę po przychodniach 😉

    • Kasia napisał(a):

      Jak niżej – tak być nie powinno. Poza tym dziwie się autorce, że przyjmuje błędne recepty „do poprawy” bez konsultacji z lekarzem. My tak nie robimy. Nie raz bywa, że ten błąd nie jest błędem tylko zamysłem lekarza, aby pacjent otrzymał np. Lek pełnopłatnie. Poza naszymi stałymi lekarzami i błędami kosmetycznymi zawsze dzwonimy. Jeśli nie ma kontaktu nie przyjmujemy.

      • euceryna napisał(a):

        Doświadczenie pozwala nam odróżnić błąd od zamysłu lekarza. Czasem przez błąd rozumiemy źle wypisaną datę, niewłaściwe dawkowanie w stosunku do ilości przepisanego leku itd. Sytuacje są różne, dlatego potrzebujemy tej chwili namysłu, o której wspomniałam. Telefony do lekarza też są na porządku dziennym. Gdybyśmy przy każdej najmniejszej wątpliwości odsyłały Pacjenta do lekarza, zamiast samemu drążyć temat, to nie mielibyśmy ani połowy Pacjentów, których mamy. Takie czasy. O Pacjenta trzeba walczyć, bo i tak w naszym kraju ma pod górkę. Pozdrawiam, E*

    • krzyś napisał(a):

      a ja uważam ,że tak być nie powinno. receptę wypisuje lekarz i to on powinien ponosić odpowiedzialność za to co pisze, a nie pacjent czy farmaceuta. to nie pacjent czy farmaceuta powinien biegać i prosić lekarza o poprawę. a z tym też bywa różnie.

  2. Kasia napisał(a):

    Jestem studentką farmacji, teraz idę na 5. rok i wydawać by się mogło, że po roku spędzonym z książką do farmakologii powinnam być w miarę przygotowana do tego co mnie czeka za rok. Prawda jest jednak smutna, bo zupełnie nie czuje się na siłach, aby komukolwiek cokolwiek radzić w kwestii leków. Tok studiów, wg mnie, jest nie do końca przemyślany. Zamiast skupić się na przedmiotach ważnych, musiałam umieć zrobić posiew na podłożu bakteriologicznym, odróżnić pod mikroskopem rodzaje bakterii, rysować wzory chemiczne leków i recytowac związki i enzymy biorące udział w cyklu Krebsa. Im bliżej końca studiów tym bardziej jestem przerażona tym co mnie czeka, bo o ile na pierwszym roku wierzyłam, że studia nauczą mnie zawodu, tak teraz wiem, że to nie musi być prawdą. Mam nadzieje, ze w ciągu 6 miesięcy stażu nauczę się więcej niż przez 5 lat studiów.

    • euceryna napisał(a):

      Bardzo Cię rozumiem, bo moje odczucia były identyczne. Poza tym, że program studiów jest daleki od rzeczy przydatnych w praktyce, to jeszcze zupełnie studia nie uczą jednego-rozmowy z pacjentem. Potrzeba faktycznie paru miesięcy praktyki, żeby nabyć niezbędną empatię, cierpliwość, żeby wiedzieć, jak doradzać i o co zapytać, gdy Pacjent przychodzi z problemem. Ba, i jak zapytać, żeby go nie urazić, bo chwilami są to intymne tematy. Dlatego staż odgrywa kluczową rolę. Apteka na staż powinna być duża, ruchliwa, z recepturą, z dermokosmetykami, pieluchomajtkami, sprzętem medycznym, wszystkim, z czymkolwiek mogłabyś mieć styczność w przyszłości. Wybrać należy aptekę, która ma wręcz opinię takiej, co ciśnie pracownika, co wymaga sporo,gdzie nie ma czasu usiąść na kawę i kanapkę. W takich warunkach mamy pewność, że te 6 miesięcy nie będą stracone. A jeśli trafisz do spokojnej z małą ilością pacjentów, gdzie po zrobieniu receptury puszczą Cię do domu, boś nieprzydatna, sama działaj. 6 godzin dziennie to tylko wymóg programowy, zostawaj dłużej, czytaj, oglądaj towar, ale jak najwięcej spędzaj czasu na froncie. Mimo iż do niczego Cię na początku nie dopuszczą, słuchaj, jak się obsługuje, jak rozmawia, o co pyta Pacjenta, jak doradza, co proponuje i w jaki sposób. Tego na studiach nie uczą, a to jest bardzo wartościowe. Głowa do góry, jeśli chcesz się czegoś nauczyć i być dobrym w zawodzie, to Ci się uda. Pozdrawiam, E*.

  3. Sylwia napisał(a):

    Od jakiegoś czasu szukałam bloga, na którym byłyby wpisy człowieka, który ma o czymś pojęcie, a nie pisze o wszystkim i o niczym. Trafiłam przypadkiem (szukałam informacji o eucerynie ;)) i już zostanę. Mam nadzieję, że będzie Pani długo pisała. Pozdrawiam

  4. Tomasz napisał(a):

    Kto was uczy czytać ‚hieroglify’ na receptach? Niektórzy lekarze piszą na receptach tak niewyraźnie, że odczytać to czasem graniczy z cudem

    • euceryna napisał(a):

      Hmmmm, żadnej szkoły nie ma, niestety. W każdej okolicy pracują inni lekarze, z innym charakterem pisma. Każdy nowy pracownik w czasie „próbnego zatrudnienia” bierze codziennie kupkę recept z całego dnia i czyta samodzielnie (próbuje rozczytać :P), a potem sprawdza z wydrukiem pracownika, który receptę zrealizował. I tak krok po kroku, aż oswoi się z pismem okolicznych lekarzy. Z reguły tak jest, że recepty lekarzy lokalnych nie stanowią problemu, ale każda obca, z np. innego miasta już tak. My nie uczymy się rozczytywać bazgroły, ale uczymy się po prostu charakterów pisma 🙂

  5. sisi napisał(a):

    Chciałabym trafiać na takich aptekarzy jak Ty 🙂 na razie mam pecha trafiać na farmaceutów, którzy jak gęsi kluski łykają reklamy producentów i bezrefleksyjnie polecają produkty promowane. Za każdym razem pytam o skład i wówczas następuje wielkie zdziwienie – bo dany produkt jest suplementem, na pierwszym miejscu zazwyczaj jest cukier lub syrop glukozowy.

  6. oro napisał(a):

    11 rzeczą o której nie wszyscy wiedzą, to że osoby pracujące w aptece mają poczucie humoru i potrafią dobrze wkręcić.
    Historia:
    – Poproszę prezerwatywy.
    Pani idzie na drugi koniec, dość dużej i ruchliwej apteki i z końca krzyczy
    – Duże czy małe?!
    Myślę jak to, kurcze, przecież nie powiem małe!
    – Duże poproszę.
    Pani przychodzi kładzie na ladzie i mówi, już normalnym głosem
    – Wie pan rozmiar ich jest taki sam, ale w tej paczce jest ich więcej. 

    • euceryna napisał(a):

      Fakt, 11-farmaceuci mają poczucie humoru, czasem zupełnie odjechane, tylko nie zawsze sobie na nie pozwalają 🙂

  7. Iza napisał(a):

    No tak… Utożsamiłam się z Panią czytając tego posta – chociaż nie jestem farmaceutą. Moja praca również wykracza poza płatne godziny, gdzie przynoszę ją do domu i prawie zawsze mogę zapomnieć o wolnym wieczorze, bo: „muszę się przygotować na jutro do pracy”.
    Dbanie o „życiową cenzurę” to norma – 3 razy się zastanawiam co wkładam do koszyka w supermarkecie, bo mi ludzie zaglądają, a i sukienka nie może być za krótka. Wieczorem z mężem na pizze? 0k, ale bez piwka, no bo tak jakoś nie wypada.
    Rozszyfrowywać pismo innych osób też trzeba, a często także się domyślać „co poeta miał na myśli”.
    No i jeszcze parę takich… Ale za to moja grupa zawodowa ma 42 dni urlopu:) – jestem nauczycielem:):)
    Pozdrawiam

  8. Olga napisał(a):

    Punkt 5 mnie zadziwia :). Farmaceuta to zawód jak każdy inny – wychodzi się z apteki i zaczyna się być normalnym człowiekiem – nikt nie powinien do koszyka zaglądać ani zabraniać palenia. Przerażające to trochę.

    A punkt o technikach bardzo ciekawy :). Pewnie jest wiele takich zawodów, gdzie świeżak po studiach ma większe uprawnienia niż ktoś z 20-letnim stażem.

    • euceryna napisał(a):

      Są pracodawcy, dla których L4 nie jest mile widziane, bo maja ograniczoną ilość personelu specjalistycznego, którego obecność wymagana jest na co dzień. Cóż, profilaktyka rzecz święta :)!

  9. Joanna napisał(a):

    Dziewczyno jesteś genialna…sama jestem kierownikiem i właścicielem apteki i osobę z takim podejściem i wiedzą ja Ty zatrudniłabym bez zastanowienia. Mam nadzieję, że pracodawca to widzi i docenia. Polecam wszystkim tego bloga bo jest to najbardziej sensowne zródło informacji. Pozdrawiam

    • euceryna napisał(a):

      Odkąd pracuję nie usłyszałam takich słów, warto było czekać te kilka lat :). Dziękuję i pozdrawiam gorąco, E* 🙂

  10. Wendy napisał(a):

    Znalazłam ostatnio stronę www. farmacjapraca.pl, gdzie pracodawcy i pracownicy aptek mogą wystawiać ogłoszenia o pracę. Fajna sprawa, gdy całość się w pełni rozkręci, bo strona umożliwi lepszy kontakt na linii pracodawca – pracownik i może łatwiej uda się znaleźć pracę.

  11. Agnieszka napisał(a):

    Ja się tak tylko zastanawiam, kiedy Ty masz czas pisać tego Bloga?:-)
    A tak z innej beczki – cieszy mnie, że jesteś przykładem farmaceuty, który nie odrzuca preparatów dostępnych np. w sklepach zielarskich (czystek, młody jęczmień itp.) – chociaż w aptekach też się pojawiają, bo moda, bo pacjenci pytają… Interesujesz się, doceniasz, a przede wszystkim zasięgasz WIEDZY. Żona kolegi, która też jest farmaceutą, na moją sugestię, aby może pomogła sobie preparatami naturalnymi powiedziała, że nie wierzy w żadne, które ma na półce aptecznej, więc tym bardziej nie uwierzy i w te naturalne:-)

  12. Paulina napisał(a):

    Mam do Pani pytanie z trochę innej „beczki”, byłabym ogromne wdzięczna za podpowiedzi. Czy szukając apteki, w której mogłabym odbyć staż, muszę najpierw sprawdzać, czy w danej aptece poszukiwany jest pracownik? Czy nie będzie źle widziane, jeśli po prostu zapytam o pracę? Czy nie zostanę przez coś podobnego skreślona z miejsca przez kierownika czy właściciela? Miała Pani do czynienia z podobnymi sytuacjami?

    • euceryna napisał(a):

      Witam, nigdy nie będzie Pani w takiej sytuacji skreślona. Trzeba chodzić, zostawiać swoje namiary, CV czy też propozycję odbycia stażu. Staż jest bezpłatny, a chyba w każdej aptece przydadzą się ręce do pomocy. Nie spotkałam się nigdy z odmową z innego powodu jak ten, że już mają przyjętych 2 stażystów na dany semestr. Nawet jak Pani będzie szukała pracy, nigdy proszę nie roznosić CV tylko tam gdzie ktoś kogoś szuka. Zanosi się dosłownie wszędzie. Przyniesione CV nigdy nie jest źle odebrane. Czasami w danej aptece potrzebna jest pomoc, ale się nie ogłaszają, tylko informacja roznosi się poczta pantoflową. Warto wtedy zaatakować swoim CV. Pozdrawiam, powodzenia w poszukiwaniach, E*.

  13. Alona napisał(a):

    Fajnie że napisałaś taki post, rzeczywiście w wielu kwestiach się zgadza. Moje uwagi skierowane są do punktu „Za dużo nie wolno” . Ja pracuję w w aptece gdzie nie ma jakiś sztywnych zasad, zresztą moi znajomi też takowych nie doświadczyli. Wielu magistrów ma zarost, jedni mniejszy jedni większy, alkoholu nikt nie wstydzi się kupować ani nic z tych rzeczy włącznie z cenzurą na fb 😉 Oczywiście w pracy zachowujemy się jak profesjonaliści ale to nie przeszkadza w zakwestionowaniu ewentualnej indywidualności;)

  14. Praca leki napisał(a):

    Witam,
    Poszukujemy osoby z odpowiednim wykształceniem(minimum technik farmacji) – oferta pracy na łamach serwisu: http://leki-opinie.pl/. Do dyspozycji dwa stanowiska: bloger oraz redagowanie opisów leków i suplementów. Oferty proszę zgłaszać na adres podany w zakładce kontakt w serwisie.

  15. Jakub napisał(a):

    Witam. Bardzo interesujący wpis. Dobrze opisuje sytuacje i problemy z którymi borykają się farmaceuci. Dodam jeszcze od siebie, że w takiej sytuacji potwierdza się zasadność powstawania portali, które w swojej ofercie posiadają zupełnie autentyczne opinie o lekach. Wtedy zainteresowana osoba może sobie sprawdzić co i jak z danym lekiem a nie blokować na 25 minut kolejkę.

  16. Emka napisał(a):

    Niestety, z przykrością muszę stwierdzić, że prawie nic nie zmieniło się na lepsze w kwestii wykształcenia i przygotowania magistra na studiach do pracy w aptece. Od dwóch miesięcy odbywam staż i tak naprawdę wszystkiego, co jest mi potrzebne, muszę uczyć się praktycznie od zera. Nawet, jeśli część potrzebnych informacji była zawarta w toku studiów, to większość z nich i tak „uleciała z głowy” lub „zagubiła się” pod nadmiarem innych niepotrzebnych rzeczy. A najbardziej brakuje wiedzy o tym, co jest substancją czynną w poszczególnym leku, o czym wspomniała Autorka. Ogólnie jestem zawiedziona programem studiów, bo i tak tego co potrzebne uczę się (jak i zresztą wszyscy stażyści) dopiero w aptece, gdzie nie zawsze jest czas, żeby inny farmaceuta mógł coś wytłumaczyć. Jednak i tak jestem pod wrażeniem ich chęci niesienia pomocy i „wyciągania z opresji” 🙂

    • euceryna napisał(a):

      Szkoda, myślałam, że coś się zmieniło przez te parę lat. A nauka stażystów to jeden z elementów misji naszego zawodu. Ja to nawet bardzo lubię, to tak jakbym wprowadzała kogoś w krąg wiedzy tajemnej :P. I faktycznie dla mnie osobiście przeszkodą jest tylko mała ilość czasu. Sama dostałam ogromną „pomoc” od starszych koleżanek, więc teraz mam okazję się odwdzięczyć. Życzę sukcesów. Pozdrawiam, E*.

  17. Lilka napisał(a):

    Mam pytanie: czy ktoś po farmacji, zajmuje się tylko pracą w aptece i receptami? Gdyby ktoś np. chciał wytwarzać leki, to na jakie studia ma iść?

    • euceryna napisał(a):

      Witaj, aby pracować przy produkcji leków należy skończyć farmację i specjalizację „farmacja przemysłowa”. Niektóre firmy przyjmują też bez specjalizacji i sami szkolą, albo zatrudniają osoby po skończonej chemii, biotechnologii, analityce medycznej czy kosmetologii, zależy od zakresu obowiązków. Po farmacji można w firmie pracować np. na produkcji, w dziale kontroli jakości, przy sporządzaniu ulotek czy też przy opracowywaniu składu, w dziale sprzedaży itd. Właściwie na większości stanowisk. Poza tym farmaceuta może być przedstawicielem handlowym, prowadzić aptekę szpitalną, może pracować w branży zielarskiej, kosmetycznej, w laboratoriach, a także w kadrach placówek medycznych (po odpowiedniej podyplomówce), jak NFZ, GIF, NIA itd. I w wielu innych miejscach, wszystko w kreatywnych rękach magistra 🙂

  18. Studentka napisał(a):

    Witam, artykuł bardzo ciekawy i przyjemnie się go czyta 🙂

    Ja piszę z następującym pytaniem: czy jest Pani zadowolona ze swojej pracy? Nie żałuje Pani swojego wyboru? Jestem po 2. roku i naszły mnie wątpliwości.

    Będę wdzięczna za odpowiedź,
    pozdrawiam serdecznie 🙂

    • euceryna napisał(a):

      Witam, z zawodu jestem bardzo zadowolona. Nie żałuję wyboru.Lubię pracę z ludźmi, lubię dzielić się wiedzą, mam stały głód tej wiedzy, więc wszystko się kręci. Zawód wybrałam sama, w mojej rodzinie jedyną medyczną jest „nabyta” po studiach Teściowa (pielęgniarka), więc to była moja droga. Paradoksalnie najwięcej wątpliwości miałam posiadając już dyplom w ręce („o rany? I to tak na całe życie?”). Ale w pracy mi szybko przeszło. Oczywiście jak pokazał post, wyobrażenie o farmacji a praca to dwie różne bajki. Jedyne co mi w zawodzie przeszkadza to ograniczenia prawne. Np. piszę bloga pod pseudonimem, bez ujawniania tożsamości, bo to co piszę (mimo iż nie różni się to od tego, co mówię w aptece) traktowane jest jak zakazana reklama, ITD… Jedyne co Ci mogę doradzić, to kierowanie się własnymi myślami i pragnieniami. Studia są trudne, praca też niełatwa. Jeśli ktoś nie czuje farmacji, a poszedł na nią, bo mama kazała, bo koleżanka szła, bo moda, bo kasa (może kiedyś :P), bo coś-tam, niech ucieka szybko z uczelni i zmienia kierunek. Znam kilku farmaceutów-wyrobników. Skończyli studia tylko dlatego, ze zaczęli, że im szkoda. Mnie by szkoda było życia na zawód, który mnie nie kręci. A wątpliwości są zawsze. Ale u mnie nie pod kątem „czy chcę to robić”, tylko „czy się nadaję”, „czy jestem dobra wystarczająco”. Ale na to się pracuje codziennie. Tak na serio farmacje można poczuć dopiero na (dobrym) stażu. Wcześniej to takie „lizanie tematu”, za dużo domysłów. Dobra rada na koniec? Małe ćwiczenie: pomyśl sobie: „jakby nie farmacja to co?”. Znajdź alternatywę, lub kilka. Jeśli na myśl o innym się uśmiechniesz (a poddaj się wyobraźni na całość), uciekaj z Uniwersytetu Medycznego :). Pozdrawiam i powodzenia, Euceryna 🙂

  19. Aptekareczka napisał(a):

    Mam pytanie: podczas robienia magistra (2 lata, tak? ) czy jest duża różnica jak przy robieniu technika?? Chodzi mi czy jest trochę lżej, da sie mieć wolne popołudnia, mieć chłopaka/rodzina/swoje życie? 😉 Dziękuje z góry 😉 Bardzo fajny post^^

    • euceryna napisał(a):

      Magistra „robi się” następująco: 5 lat studiów + 6 miesięcy obowiązkowego stażu wliczonego w tok studiów. Farmacja nie jest dzielona na licencjat i magister. Po techniku też nie da się „dorobić” magistra. Albo technik albo mgr. Co do wolnego czasu, wszystko jest względne. Przez pierwsze 2 lata było z tym słabo, ale z każdym rokiem coraz lepiej. Wszystko się da, kwestia organizacji czasu i systematycznej pracy/nauki. Znam osoby które pracowały podczas dziennej farmacji w barze. Nie miały piątek z zaliczeń i egzaminów, ale studia skończyły. Trzeba też wiedzieć czego się uczyć, do czego przyłożyć, a co można sobie potraktować lżej. Byli tacy co ciągle balowali, a na sesji wielka spina i poprawki na wrzesień, czasem kilka. Ja wolałam inną opcję – popracować trochę w ciągu roku, na bieżąco się uczyć, zdać wszystko w terminie zerowym i mieć wolne od czerwca do końca września, no i wtedy balować :)!Ale studia są ciężkie, obciążające, wymagające sporej pracy, na pewno trudniejsze od technika. Ale technika robić już nie polecam. Nabory będą wstrzymane. Zawód co roku jest coraz bardziej ograniczony i niedługo pewnie obowiązki zredukują się do robienia receptury i odbierania towaru. Oby nie sprzątaniu na półkach! Pozdrawiam, E*

  20. Ewa napisał(a):

    Przy całym artykule i komentarzach zostało zapomniane, że farmaceuta to nie tylko aptekarz. Studia mają nas przygotować do szerokiej roli farmaceuty co oznacza również pracę w sektorze farmacji szpitalnej czy przemysłowej. Stąd mamy tak dużo chemii, przedmiotów ścisłych – matematyka czy statystyka. Wszechstronne wykształcenie pozwala na prowadzenie studiów doktoranckich, można ‚zostać na uczelni ‚. Właśnie kursy na technika są skierowane dla tych co chcą zostać w aptece. My naprawdę mamy dużo możliwości, trzeba się tylko rozejrzeć 🙂

    • euceryna napisał(a):

      Fakt, nie rozwinęłam tego tematu, ale pojawił się on kilkakrotnie w mailach i tam już indywidualnie odpowiadałam na te zagadnienia. Możliwości jest sporo. Wiele firm szuka farmaceutów, nie tylko do laboratoriów, ale do opracowywania składów, ulotek, receptur itd. Pozdrawiam, E*

  21. Agusha napisał(a):

    Ja zawsze myślałam, że skromny wygląd farmaceutów wynika z tego, że to po prostu taki zawód wybierany przez spokojnych i skromnych ludzi, którzy nie lubią się wyróżniać. Nigdy nie pomyślałabym, że farmaceuta „nie może” nosić np. kolorowych włosów czy długich paznokci.

  22. Ewka napisał(a):

    Chcialabym Wam opisac moja prace w aptece w Niemczech.Jestem zatrudniona w niej od 12 lat .Po tylu latach pracy i wiem jak funkcjonuje apteka od podszewki. To mie jest skomplikowane, a jak ulatwia zycie pacjentom
    – na prosbe pacjenta przynosimy nieodplatnie leki do domu.Niedaleko poprostu „na nogach”, dalej sluzbowym samochodem.Oczywiscie nie roznosi sie lekow wszystkim dookola, dotyczy to przede wszystkim „stalych” klientow i ogolnie starszych ludzi.
    – pacjenci maja mozliwosc zamawiania lekow tel. Jezeli lek jest na recepte, w domu pacjenta, odbieram recepte i wydaje lek po czym kasuje naleznosc
    – jezeli recepta posiada blad, my dzwonimy najczesciej natychmiast do lekarzy i przed wydaniem leku jest dokonana korekta, lekarz przysyla fax z nowa recepta /oryginal odbieramy sami w ciagu1-2 dni .Pacjent nigdy nie jest odsylany do lekarza
    – czesto sie zdarza, ze pacjenci w ogole nie przychodza do apteki, prosto od lekarza Ida do domu.Natomiast lekarz faxem przysyla recepty , my zanosimy lekarstwa do domu pacjenta i od lekarza odbieramy oryginal recepty
    – doradztwo fachowe na porzadku dziennym rowniez tel.
    Takich udogodnien jest bardzo wiele, niewiele kosztuja a ile uciechy.Do wprowadzenia tych rzeczyy nie potrzeba nowych ministerstw tylko troche zyczliwosci.

    • euceryna napisał(a):

      Wspaniale, dziękuję za głos! Czasem zdarza mi się wątpić, czy nasz zawód jeszcze jest coś warty, ale szybko mi przechodzi i znów wracam do walki z wiatrakami. Pozdrawiam serdecznie, Euceryna*

  23. Paulina napisał(a):

    Całe szczęście, ze ja mam NORMALNEGO kierownika, który nakazuje przyjmować błędne recepty jedynie z pobliskich przychodni i poprawiamy je w czasie godzin pracy! Z dalekich przychodni mamy prawo odesłać pacjenta, żeby sam jechał w swoim interesie.
    Wiem, że nie we wszystkich aptekach są takie normalne i zdroworozsądkowe praktyki i pracownicy muszą „dobrowolnie” poświęcać czas wolny. Zachęcam, żeby i Pani podeszła do pracowników w ten sposób. Każdy ma prawo po pracy iść do domu a nie poprawiać czyjeś błędy.

    • euceryna napisał(a):

      Fakt, popieram. Zmieniłam pracę jakiś czas temu i w nowej właśnie tak to się odbywa. Pozdrawiam, Euceryna*

Dodaj komentarz