Aktywna kobieta i aktywna mama, czyli sportowa spowiedź byłego kanapowca

Aktywna kobieta i aktywna mama, czyli sportowa spowiedź byłego kanapowca

Aktywna kobieta i aktywna mama, czyli sportowa spowiedź byłego kanapowca

Cześć!

Rozszalała się jesień, nadciąga zima, a wraz z nią totalna demotywacja. Do życia, do pracy, do ruchu. No właśnie ruch … Jak tam Wasza kondycja po lecie? Dawno już za nami sezon bikini, czyżby nastał sezon „czekolada co wieczór, bo jesienne smutki”? Polecam jednak nie zarzucać aktywności fizycznej. Tylko dzięki niej można być jednocześnie szczupłym, zgrabnym, mieć energię do pracy, siły do życia, motywację by wstać z łóżka, odporność na chłodne dni i optymizm na co dzień.

Zdaję sobie sprawę, że ciężko jest zacząć ćwiczyć, trudno wstać z fotela, porzucić stare przyzwyczajenia i po prostu ruszyć tyłek. Wiem to doskonale, ponieważ (przyznaję bez bicia :P) byłam kanapowcem! Jeszcze 7 lat temu aktywność fizyczna źle mi się kojarzyła. Wprawdzie rower był ze mną odkąd zaczęłam chodzić, ale WF wspominam jako koszmar. Gimnastyka jeszcze jakoś szła, ale gry zespołowe? Byłam sztywniejsza niż Lewandowski u progu swojej kariery.

Jak zatem ze skinny fat oglądającą seriale stałam się aktywną kobietą, zdrową, uśmiechniętą, odporną na jesienną depresję i katary? Jak wyglądała moja droga do sportowej miłości? Czy to możliwe, że każdy może zacząć? Po co mi aktywność fizyczna?

Zapraszam na post: „Aktywna kobieta i aktywna mama, czyli sportowa spowiedź byłego kanapowca”. Mam nadzieję, że skutecznie Was zmotywuję, bo taki mam zamiar :D!

Jak już wspomniałam nie byłam fanką aktywności fizycznej. Wszystko zmieniło się na studiach, po pierwszych zajęciach z WF-u. Sala gimnastyczna była na górze budynku. Wpełzłam po schodach z lekką zadyszką (zawsze mieszkałam na parterze), wyprzedziła mnie smukła jak Bambi Pani od WF-u, skacząc jak sarenka po stopniach, a na końcu zrobiła szpagat :). Ja, dwudziestoletnia szczupła studentka dałam się pokonać 65-letniej babci pracującej na pół etatu! Po tych zajęciach wróciłam do domu zryczana. To był przełom! Totalne objawienie! Wiedziałam, że jak czegoś nie zrobię, mając 40 lat będę kaleką. I zaczęłam:D!

Moja sportowa historia

Na początek nordic walking. To idealny sport, żeby zacząć. Trochę szybciej niż spacer plus dodatkowa praca rąk. Z czasem trasy stawały się dłuższe, a tempo szybsze. To prosty i tani sposób na zapanowanie nad kiepską kondycją. Należy jednak chodzić z kijkami prawidłowo. Oczywiście nie namawiam na specjalne szkolenie czy osobistego trenera. To zbędne. W internecie jest sporo filmików co i jak. Ten sport jest banalny, więc poradzisz sobie na pewno.

Dobrze rozruszana zaczęłam górskie wędrówki. Góry są niesamowite, zawsze mnie do siebie przyciągały. Jak kiedyś podziwiałam szczyty z perspektywy dolin, tak po kilku wyprawach podziwiałam doliny z góry. Widoków i emocji jakie mogą dać Ci góry, nie da się opisać słowami. Nigdy nie czuję się bardziej wolna niż na szczycie. Nigdzie tak nie odpoczywam i nie oddycham jak na czubku świata, ponad chmurami.

Następnie podążając za ogólnopolską falą, zaczęłam ćwiczyć w domu, na dywanie przed ekranem laptopa z Panią Ewą. Idealny sposób, żeby wyrzeźbić szczupłe ciało i odchudzić to trochę zaniedbane.

Za usilną namową Męża zaczęłam chodzić na siłownię. Początkowo dla świętego spokoju, żeby dosłownie pokazać Mu, że to nie dla mnie. Ja, przeciwniczka antykobiecych metalowych rurek i robienia masy zaczęłam podnosić ciężary, z początku głównie własnego ciała! Z czasem dołożyłam obciążenie, które wyprostowało mi sylwetkę, usunęło zbędny tłuszczyk, pokazało mięśnie, dodało siły i uśmiechu. Zaczęłam czerpać z tych treningów niesamowitą satysfakcję. Ba, zaczęłam nawet podnosić się na drążku! Ja, WF-owa łamaga, cherlak i zasiniaczona niezdara :P.

W wieku 27 lat nauczyłam się pływać (wiem, wstyd i hańba, zwłaszcza, że do basenu mam 200 m spacerkiem)! Zawsze chciałam i w końcu znalazłam śmiałka, który wziął na siebie to brzemię. Może w zawodach nie wystartuję, ale zdobyć po wielu latach upragnioną umiejętność – bezcenne uczucie. Jeśli tylko macie takie pragnienie, od razu znajdźcie profesjonalistę. Darujcie sobie lekcje z koleżanką czy bratem potrafiącym pływać. Tę umiejętność trzeba mądrze budować od podstaw, a niewłaściwy początek może poważnie zrazić do tej dyscypliny.

Aktywna kobieta i aktywna mama

Aktywna kobieta i aktywna mama

Dalej już poszło z górki. Nie znosiłam zimy, najchętniej przespałabym ten chłodny i ponury semestr razem z niedźwiedziami. Mój Mąż skomentował to jednym zdaniem: „skoro nie lubisz tej pory roku, znajdź sobie jakiś powód, żeby na nią czekać”. No i znalazłam. Zakupiłam narty i od 2 sezonów jestem postrachem stoków, Polskich i Tyrolskich. Na tym nie koniec!

Wkręciłam się z koleżanką z pracy w bieganie. Zupełnie przypadkiem. Nie lubiłam tego sportu, ale chciałam jej pomóc zwalczyć lekką nadwagę. Co za altruizm! W konsekwencji półrocznej kuracji ja polubiłam bieganie, a ona obszerne dresy zamieniła na smukłe sukienki, a wygląd zmęczonej, zaniedbanej 40-latki na super dziewczynę z iskierkami w oczach.

Następnie był crossfit – totalny odjazd, tylko dla twardzieli. Spróbowałam, bo „jak nie my to kto?”. Taki mam charakter, przyjmuje wyzwania i lubię sobie sama takie wyszukiwać. Lubię mieć zdanie na jakiś temat, ale żeby go sobie wyrobić, muszę przetestować temat na sobie. Nauka nowych rzeczy jest szalenie intrygująca. Zaczęłam więc szaleć na crossfitowych kratkach i przerzucać piłki lekarskie. Wprawdzie w tej dyscyplinie kobiety stanowią może 10-20% zainteresowanych, ale jakie to są okazy, klękajcie narody:). Po tych treningach chciało mi się najczęściej wymiotować z wysiłku i ciężko było dojść do samochodu na parking, ale wtedy już myślałam o kolejnym treningu. O kolejnych barierach do pokonania i rekordach do pobicia. Nałogowiec już czy jeszcze pasjonata:D?

W planach miałam biegi ekstremalne, typu Hunt Run czy Runmageddon, ale zaszłam w ciążę.

Co mi daje sport:

  • jesienno-zimowe biegi nieźle hartują, nie dokucza mi już cieknący nos i łamanie w kościach co miesiąc (a przecież pracuję w aptece, jestem zatem w grupie wysokiego ryzyka)
  • poznałam sporo nowych osób, wśród nich uskładała się niezła paczka przyjaciół (pomijając studia, mieszkam całe życie w tym samym mieście, myślałam że znam wszystkich, sport uświadomił mnie, że nie poznałam jeszcze tych ciekawszych mieszkańców)
  • mam talię osy, płaski brzuch i pupę J.Lo., utrzymuję wagę od matury, mimo, iż zdarzają mi się dietetyczne grzeszki (w końcu kocham czekoladę miłością bezgraniczną), no i latka lecą, a wraz z nimi metabolizm nie przyspiesza, niestety :/
  • nie potrzebne mi tabletki na dobry nastrój, jak mam zły dzień idę na siłownię albo biegam, przekuwam negatywne emocje w energię, którą uwalniam z każda kroplą potu
  • lepiej śpię, nic tak nie usypia, jak porządny trening
  • jestem spokojniejsza i cierpliwsza, sport mnie relaksuje i wycisza
  • wyprostowałam się (okazało się, że nabyty w szkołach garb jest uleczalny, wystarczyło kilka ćwiczeń na siłowni poprawiających stan mięśni pleców i koniec z nosem w stole, „nie garb się!” nie wystarczy, ale ćwiczenia z drążkiem tak!)
  • zaczęłam podróżować w ciekawsze miejsca, aktywnie (Włochy-narty w Alpach, Austria-spacery po górach Karyntii, Gdynia-start w zawodach biegowych, Zakopane-tyranie po szczytach, a nie po Krupówkach itd.)
  • pisząc w CV: „ hobby – sport, muzyka, książki” to banał, znacznie lepiej brzmi „ czynnie – siłownia, jazda na rowerze, na nartach, pływanie, crossfit, wędrówki górskie, bieganie, biernie – boks, piłka nożna”, wbrew pozorom to ważny element Twojego CV, świadczy o Twojej pasji (ludzie czynnie zajmujący się nią są ciekawsi, mądrzejsi, aktywniejsi i nastawieni pozytywnie do życia), o determinacji w dążeniu do celu, pracowitości, dobrej organizacji czasem
  • mam energię w pracy, 8 godzin na nogach, kucanie, setki przysiadów do szuflad, bieganie po drabinach, noszenie kartonów z lekami wymaga zachowania niezłej formy
  • pewność siebie, wiarę we własne możliwości, łatwość pokonywania problemów, zawsze bowiem mogę pomyśleć: „zrobiłam TAKI trening, a nie podołam TAKIEMU problemowi? Phi!”
  • pokonałam wiele swoich słabości
  • otworzyłam się na ludzi, szalone pomysły, nowe umiejętności, już nie mówię: „nie znam się/ nie potrafię”, ale „JESZCZE tego nie umiem, daj mi trochę czasu, ok?”
  • raz na zawsze zwalczyłam nudę, monotonię, spokojną codzienność (np. podróż poślubna w górach Tyrolu?-tak!, weekend na nartach w Alpach zorganizowany w 2 dni?-tak!, udział w zawodach sportowych w 7 miesiącu ciąży?-tak!), dosłownie nie ma rzeczy niemożliwych 😀
Aktywna kobieta i aktywna mama, czyli sportowa spowiedź byłego kanapowca

Aktywna kobieta i aktywna mama, czyli sportowa spowiedź byłego kanapowca

Aktywność w ciąży

Oczywiście jak zaszłam w ciążę trzeba było przystopować. Ale tylko trochę :). Z całej aktywności zostało mi pływanie, szybkie spacery po bieżni, nordic walking i dywanowa gimnastyka. Działałam tak do końca 7 miesiąca, po czym dostałam szlaban. Jeszcze u progu 8 miesiąca wystartowałam w zawodach nordic walking na 4,2 km. Owszem, nie wygrałam, uplasowałam się w okolicach środka, z czasem 33 minuty. Tak, dałam się obejść licznym wygibanym 60-latkom, ale i tak czułam dumę.

Co mi dał sport w ciąży:

  • nie dokuczały mi bóle kręgosłupa, z powodu rosnącego brzuszka i zmiany środka ciężkości
  • miałam siłę normalnie funkcjonować – pranie, gotowanie, prowadzenie samochodu, zakupy, spacery po lasach, wieczorne wyjścia na bilard, weekendowe wyjazdy do skansenów, jaskiń, nad jeziora czy nad morze, na rajdy samochodowe i koncerty, nie ugrzęzłam ma kanapie, nadążałam za znajomymi
  • przytyłam 12 kg, jak mówili znajomi, „tylko w brzuchu”, co ma znaczenie przy moim niskim wzroście
  • sam poród trwał 7 h (owszem, bolało, ale nie mam traumatycznych wspomnień), a już 2 h po nim „biegałam” po oddziale z Maleństwem
  • schody w mieszkaniach i galeriach zaczęły być uciążliwe dopiero tuż przed porodem (winda jest dla cieniasów)

Tak na serio ciąża zaczęła mi „dokuczać” dopiero, jak zmuszono mnie do zaniechania aktywności. Zaczęły się wówczas problemy ze snem, bóle pleców, nóg, skurcze łydek, opuchnięcia stóp i kłopoty z wydolnością oddechową i pokonywaniem schodów. No ale jak mus to mus.

Aktywna kobieta i aktywna mama

Aktywna kobieta i aktywna mama

Aktywność po ciąży

Wiadomo, tuż po porodzie sport trzeba zawiesić. Dajmy sobie czas na regenerację organizmu, zagojenie ran i powrót energii. Dla każdej z Was będzie to inny czas. Jedni wymagają przysłowiowego połogu, okresu 6-tygodni, ja powróciłam do sportu 3 tygodnie po porodzie. Zaczęłam łagodnie, od dywanowej gimnastyki z Panią Ewą. Trudno było tylko w pierwszy dzień, zakwasy były koszmarne. Ale z każdym dniem było lepiej, łatwiej wykonywałam ćwiczenia i były one precyzyjniejsze. Na 5 tygodni po porodzie zaliczyłam swoją pierwszą „piątkę”, czyli 5 km biegiem. Może maratonu nie zaliczę, przebiegnięcie 10 km do końca roku też będzie sporym wyzwaniem, ale kwestia czasu. W 6 tygodniu po porodzie wróciłam na basen. W najbliższym czasie planuję powrót na siłownię. Pewnie łatwo nie będzie, ale jestem specjalistką od podejmowania wyzwań i ich realizacji. W powrocie do sportu pomaga mi Mąż, ogólna życiowa aktywność i świetna organizacja czasu, z której jestem znana. Zakup wózka do biegania to był niezły pomysł. Wprawdzie póki co realizuję szybkie spacery i lekkie 3 km biegi, ale byle do wiosny ;). Niedawno zagadała mnie inna Mama na basenie. Zaproponowała mi zajęcia z jogi. Nigdy tego nie robiłam, więc zgadnijcie :).

Co mi daje sport jako Mamie:

  • w dwa tygodnie po porodzie zostało mi już tylko 3,5 z 12 nadprogramowych kilogramów (obecnie te kilogramy śpią zadowolone w łóżeczku)
  • potrafię wstać samodzielnie z zapadającej się kanapy mając na rękach dziecko (czyli bez podpierania się rękami)
  • bez problemów wnoszę wózek na 1 piętro, mimo, że to konkretny, 16-kg sprzęt średnio wygodny w obsłudze
  • zamiast spacerku 2 km po centrum miasta, udaję się w 6-8 km za miasto, po lesie i parku, pchając wspomniany wózek pod każda górkę, bez wysiłku
  • 2 h nocne spacery antykolkowe po mieszkaniu z 4 kg Maluszkiem są możliwe
  • nie garbię się od noszenia ani od karmienia, twardo trzymam postawę

Ktoś czytając to może stwierdzić, że uległam patologicznej modzie kreowanej przez media. Nie, nie jestem jak te celebrytki, które na 3 dni po porodzie lansują się szczupłe na ściance. Wybrałam roczny urlop macierzyński, żeby móc w pełni cieszyć się macierzyństwem. Uważam jednak, że szczęśliwe dziecko to szczęśliwa mama. A szczęśliwa mama to taka, która ma siłę do życia, energię na co dzień, która ma odporność jak koń, optymizm i spokój, cierpliwość i radość. A to wszystko zawsze dostaję w gratisie, uprawiając czynnie sport.

A jak widać zawsze można i warto zacząć żyć aktywnie. Ja zaczęłam od totalnego zera. Nie jest to łatwe, a przyjemność z tego przychodzi dopiero z czasem. Ale od dawna wolę zakwasy od bólu pleców. Siniaki i odciski po górach czy siłowni traktuję jako stygmaty człowieka aktywnego, a nie uszkodzenia ciała.

Jeśli nie lubisz się pocić na siłowni – wybierz basen, jak nie chcesz biegać – wsiądź na rower. Nie musisz od razu rzucać się w wir ciężkich ćwiczeń. Taki początek szybko Cię zniechęci, a przecież robisz to dla własnej przyjemności i zdrowia. Daj się sportem oczarować, zacznij spokojnie, jak ja – od spacerów z kijkami. Teraz to już nie obciach. Jak ja zaczynałam, konkurowałam z kulawymi emerytkami, miasto się ze mnie śmiało, a komentarzy w stylu: „gdzie masz narty?” naliczyłam dziesiątki.

Pamiętaj też, że ciąża to nie choroba. Nie rezygnuj z ulubionych sportowych rozrywek, ewentualnie zmodyfikuj je, by było bezpiecznie (zawsze konsultuj się z lekarzem prowadzącym). Twój organizm będzie Ci wdzięczny.

Post: „Aktywna kobieta i aktywna mama, czyli sportowa spowiedź byłego kanapowca” za nami. Mam nadzieje, że doda Ci skrzydeł i zmotywuje do działania.

Jak to mówią moi aktywni sportowo koledzy, „stay fit”, E*

5 komentarz

  1. Przygoda Yvette napisał(a):

    Genialny post! Przeczytałam od deski do deski! Gratuluję, chylę czoło i w ogóle – jestem pod wrażeniem. Ja zawsze „coś tam” robiłam, ale od lipca jestem „zabiegana”. W podstawówce skutecznie do biegania zniechęcił mnie mój ówczesny trener piłki ręcznej a teraz zaczęłam tę przygodę jeszcze raz, świadomie z planem treningowym „od kanapowca do biegacza”. W lipcu ledwo przebiegałam minutę, cała zasapana a teraz przebiegam 10 kilometrów. Da się 😀 Pozdrawiam 🙂

    • euceryna napisał(a):

      No właśnie, bo najgorzej/najtrudniej jest zacząć! A potem już z górki:)! Gratuluję i życzę wytrwałości w treningach:)

  2. nienajgorszamama napisał(a):

    Świetnie, że trafiłam na Twój post 🙂 Aż miło czytać o takich kobietach- mamach, które potrafią cieszyć się aktywnością fizyczną i czerpać z niej to co najlepsze:)
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz