Nowe do testu: Grudzień i Styczeń – Ziaja, Dermedic, La Roche-Posay, Neutrogena, Green Pharmacy, Tołpa

 

Nowe do testu: Grudzień- La Roche-Posay, Neutrogena, Ozonella, Green Pharmacy

Nowe do testu: Grudzień- La Roche-Posay, Neutrogena, Ozonella, Green Pharmacy

Cześć!

Po serii aptecznych, lekowo-ziołowych postów, czas na coś lekkiego, do kawusi i ciasteczka (owsianego, z orzechami, oczywiście ;P). Tym razem to nie będą anegdotki, ale recenzja ostatnich kosmetycznych zakupów. Nie ma tego dużo, ale mam wśród nich swój kosmetyk numer 1 i tzw. „nigdy więcej”.

Zapraszam na post: „Nowe do testu: Grudzień i Styczeń – Ziaja, Dermedic, La Roche-Posay, Neutrogena, Green Pharmacy, Tołpa”.

Neutrogena Formuła Norweska: Skoncentrowany krem do rąk

Skład: Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Palmitic Acid, Sodium Cetearyl Sulfate, Dilauryl Thiodipropionate, Sodium Sulfate, Methylparaben, Propylparaben.

Krem do rąk, przeznaczony do skóry suchej, dla osób pracujących w ekstremalnych warunkach pogodowych, często myjących ręce, zrogowaciałych i zniszczonych od detergentów. Cena ok 15 zł za 50 ml.

Krem faktycznie jest skoncentrowany, w konsystencji przypomina mieszankę wazeliny z gliceryną. Nie pachnie niczym. To dobrze, bo z reguły kosmetyki „bezzapachowe” śmierdzą chemikaliami i mają taką laboratoryjną, podejrzaną nutkę. Tu nie wyczuwam kompletnie nic. Mimo gęstej konsystencji, łatwo się rozsmarowuje, pozostawiając na dłoniach lekki film, trochę lepki. Taki, że jak stosuję na noc, to jest w porządku. Natomiast na receptach w pracy zostawiał tłuste placki. A i mój telefon nie był z niego zadowolony, niestety.  Jest bardzo wydajny, na 1 aplikację wystarczy dosłownie łezka. Dobrze się dozuje z opakowania, przez maleńki otworek. Dłonie po nim są miękkie, gładkie, jak po peelingu, gasi spierzchnięcia i sterczący po zimowym spacerze naskórek, dobrze regeneruje i nawilża, zapobiega pękaniom. Myślę jednak, że idealny jest na zimę, w lecie będzie za ciężki. Jest dobrym zabezpieczeniem przed wiatrem i mrozem. Polecam narciarzom i ogólnie mężczyznom.

Wady?

W zależności od posiadanej cery, powstający film na dłoniach może być uciążliwy. Widzę to po moich koleżankach. Mnie (na noc!) i mojej mamie on pasuje, natomiast dla wielu jest zbyt lepki. Wadą jest też brak zapachu, jednak wolę, jak moje  dłonie czymś pachną(ale to plus, jeśli jesteś alergikiem). No i opakowanie – jeszcze mi się nie udało nie upuścić nakrętki. Jestem pierdołą, więc na serio wolę zamknięcia na „klapkę”, a nie nakrętkę, i do tego okrągłą. Kolejny punkt to cena. Niby nie taka duża (sama testowałam kremy za ok. 50 zł, na szczęście były jej warte), ale jak komuś krem nie pasuje, będzie żałował.

Czy kupię ponownie?

Mimo wielu zalet, nie. Na moich dłoniach raczej nie nadaje się na dzień. A na noc i tak smaruję dłonie kremem do stóp (hurtowo i dobre efekty), więc niestety, jestem na nie. I to jest właśnie kosmetyk „nigdy więcej”. Świetnie zaczynam, prawda?

Ozonella

Ozonella to naturalny preparat, którego podstawa jest oliwa z oliwek (jednonienasycone kwasy tłuszczowe, witamina E, polifenole), nasycona ozonem. Ozon z takiej oleistej postaci uwalnia się stopniowo, skutecznie regenerując, chroniąc, nawilżając i pielęgnując skórę. Przeznaczona do redukcji przebarwień, blizn, cellulitu, niedoskonałości skóry, gojenia ran, oparzeń, odleżyn, egzem i stanów zapalnych.

Konsystencja preparatu lekka, oleista, półpłynna, pachnie trawiasto, choć nutka oliwek jest dostrzegalna. Opakowanie praktyczne w używaniu, miękki, elastyczny plastik, nakrętka z klapką (lubię to!) i dziurką dozującą. W miarę precyzyjnie. Oliwka wchłania się wolno, ale do końca, ładnie pachnie po rozsmarowaniu, po wchłonięciu zapach zanika.

Preparat znalazłam któregoś dnia na półce w aptece. Stwierdziłam, że to panaceum na wszystkie moje twarzowe bolączki. Smarowałam sobie nią twarz samą lub używałam jej jako dodatek do kremu na noc. Jednak przy pierwszej krostce mój instynkt samozachowawczy podpowiedział mi, że oliwka może zapychać pory, nie ryzykując, czy to prawda odstawiłam. Ale z preparatu nie zrezygnowałam. Okazał się strzałem w 10 na moje zimowe dłonie, suche, zniszczone, szorstkie i popękane. To lepszy pomysł od Neutrogeny. Nie od dziś wiadomo, że lubię olejki ( http://euceryna.pl/olejki-oleje-codziennej-pielegnacji-warto-zainwestowac/http://euceryna.pl/olej-miazszu-kokosa-odkrycie-wiosny-2014/). Moja skóra jest dla nich idealna, wpija je jak gąbka. Nie posiadam blizn, ani odleżyn czy cellulitu więc nie wiem, jak się w tych wypadkach sprawdzi. Wiem jednak, że mając Ozonellę w zimie, nie potrzebuje już kremów ani maseczek nawilżających do rąk.

Wady?

Cena, w najlepszym wypadku ok. 32 zł za 100 ml, przynajmniej takie widziałam. Wydajność jeśli używasz jej na sporę powierzchnie jest słaba. Do rąk wypada to nieźle, bo jednorazowo potrzeba dwóch kropel. Przy nieostrożnym dozowaniu możliwe jest rozchlapanie. Dostępność preparatu w aptekach to też słaby punkt.

Czy kupię ponownie?

Jako fanka olejków pewnie tak, ale nie od razu, potestuję inne, a najwyżej, jak się zawiodę, powrócę do Ozonelli.

La Roche-Posay:  Żel do mycia twarzy seria Effaclar

Skład: Aqua/Water,Sodium Laureth Sulfate,PEG-8,Coco-Betaine,Hexylene Glycol,Sodium Chloride,PEG-120 Methyl Glucose Dioleate,Zinc PCA,Sodium Hydroxide,Citric Acid,Sodium Benzoate,Phenoxyethanol,Caprylyl Glycol,Parfum/Fragrance

Żel przeznaczony do osób z cerą tłustą i alergiczną, z wypryskami, trądzikiem, o uporczywym łojotoku. Eliminuje trądzik, zanieczyszczenia, przeznaczony do codziennego stosowania, nie zawiera mydła, barwników, alkoholu i parabenów. Zawiera kojącą i łagodzącą wodę termalną.

Nie ukrywam, że żel stosuję od lat. Tubka, którą widać na zdjęciu, to właściwie jakiś prezent do innego zakupu La Roche-Posay. Normalnie kupuję preparat o pojemności 400 ml, bo wychodzi taniej i wystarcza na rok. Niestety moja tuba, którą obecnie używam, jest już mocno wykorzystana i mało fotogeniczna.

Jeśli chodzi o działanie, to żel jest niezawodny. Po skończonej tubie kupuje zawsze inny, np. Vichy, Iwostin czy Dermedic, ale zawsze wracam do L R-P. Usuwa mój makijaż w całości, czasem ma problem z eyelinerem, ale przecież to nie produkt do demakijażu. Dobrze myje i faktycznie oczyszcza. Odświeża, zauważalnie zwłaszcza latem. Dobrze się pieni, ma miły, delikatny zapach. Dobrze ujarzmia wszystko, co nocą urosło mi na twarzy. Niektórych wysusza, ja reaguje na niego dobrze. Po innych czuję się nieumyta. Skóra po nim jest miękka, ale wymaga nakremowania. Jest bardzo wydajny, niewielka ilość wystarcza do jednorazowej aplikacji. Stosuję go codziennie, rano i wieczorem. Jak nosiłam soczewki, były dni, kiedy lekko mnie szczypał w oczy, ale myślę że to efekt podrażnienia oka i jego nadwrażliwości. Duże opakowanie posiada pompkę, co jest bardzo wygodne w stosowaniu. Miękki i elastyczny plastik gwarantuje wykorzystanie kosmetyku do końca.

Wady?

Na pewno cena, 400 ml to ok. 38-56 zł. w zależności, czy upolujecie promocje, czy nie. Wiele osób narzeka, że wysusza, cóż, każda skóra jest inna. Na pewno nie jest idealny. Czasem jak się zagapię i wykonam kilka ruchów żelem za dużo, to faktycznie po zmyciu skóra jest lekko różowa. Ale wtedy nakładam dobry nocny krem i problem znika. Uważam, że jeśli pomógł mi na trądzik, to lekkie zaróżowienie raz na jakiś czas to mała wada.

Czy kupię kolejny?

Oczywiście, jak tylko znajdę promocyjną cenę, nie ma co przepłacać. Data ważności jest długa, poczeka na półce na swoja kolej.

Nowe do testu: Grudzień - La Roche-Posay, Neutrogena, Ozonella

Nowe do testu: Grudzień – La Roche-Posay, Neutrogena, Ozonella

Green Pharmacy: Szampon do każdego rodzaju włosów

Skład: Aqua (Purified water), Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Cocamide DEA, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Polyquaternium-10, Arctium Lappa (Burdock) Extract, Parfum, Citric Acid, Methylisothiazolinone, Propylene Glycol, Diazolidinyl Urea

Szampon w łopianem większym, dedykowany osobom z problemem wypadających włosów. Zmniejsza też łojotok, łupież, świąd skóry, zapobiega przetłuszczaniu się włosów.

Na firmę Green Pharmacy natknęłam się przypadkiem, w drogerii. Szukałam czegoś, co zahamuje wypadające garściami włosy. Zarówno w ciągu dnia  jak i pod prysznicem. Cztery garści to była norma w czasie kąpieli. Zaniepokojona nowym problemem (włosy nigdy nie sprawiały mi żadnych kłopotów, więc używałam odżywki, która ładnie pachnie, a szamponu, który ma ładną buteleczkę) rozpoczęłam poszukiwania nowego szamponu. To była długa droga pomiędzy drogeryjnymi półkami, Pani Ekspedientka wiedziała o kosmetykach mniej niż ja, więc niestety musiałam liczyć na siebie. Gdy spojrzałam na szampony Green Pharmacy, a potem na ich śmiesznie małą cenę, pomyślałam, że spróbuje.

Wizualnie świetnie. Stonowany design opakowania i etykietki. Prostota sama w sobie. Konsystencja szamponu lejąca, po budyniowym, gęstym Aussie ciężko mi było przywyknąć do półpłynnego żelu. Zapach ziołowy, ale delikatny. Chwasto-sceptykom nie zaszkodzi, tym bardziej, że zapach znika szybko i nie utrzymuje się na włosach. Średnio się pieni, łatwo rozprowadza. Brak SLS powoduje, że włosy są w czasie mycia szorstkie, lekko poplątane. Nie ma poślizgu i wygładzania, jak po chemicznych cudach, które miałam do tej pory. Cena śmieszna, ok. 8 zł. Szampon dobrze myje, oczyszcza i odświeża, włosy dobrze się rozczesują (odżywka mi pomaga), są sypkie i lekkie. Szampon łatwo się wymywa i spłukuje. O dziwo, zamiast 4 garści zbieram teraz maksymalnie 2, a używam szamponu dopiero miesiąc. Preparat jest już chyba w każdej drogerii, więc dostępność na plus.

Wady?

Plącze włosy, nie odżywia i nie nawilża (ale można dołożyć takową odżywkę i damy radę). Nie mam problemów z przetłuszczaniem, więc nie ocenię. Mało wydajny, bo rzadki i łatwo dozować za dużo.

Czy kupię ponownie?

Myślę, że tak, ale może jakiś o innym działaniu? Dla testu? Kusi mnie też balsam z łopianem. Zobaczymy niebawem!

Green Pharmacy: Peeling cukrowo-solny

Skład: Paraffinum Liquidum, Sodium Chloride, Sucrose, Petrolatum, Ceteareth-20, Silica, Parfum, Tocopheryl Acetate, Argania Spinosa Kernel Oil, Ficus Carica (Fig) Fruit Extract, Benzyl Salicylate, Linalool

To drugi produkt tej firmy, jaki kiedykolwiek kupiłam i obecnie testuję. Zawiera kryształki cukru i soli. Producent obiecuje oczyszczenie, pielęgnację, nawilżenie, złuszczenie i poprawę mikrokrążenia.

Produkt jest w sporym słoiku, 300 ml, bez problemu zużyjemy go do końca. Ma konsystencję gęstej, ziarnistej pasty. Dobrze się rozsmarowuje, ładnie pachnie, szybko spłukuje. Faktycznie oczyszcza super, zdziera martwe komórki naskórka bardzo dobrze. Nie podrażnia, bo ma też działanie nawilżające. Pozostawia skórę miękką i gładką, bez efektu podrażnienia, przesuszenia i zaczerwienia, niekonieczny jest balsam, parafina i olej arganowy w składzie doskonale temu zapobiega. Nie mam SLS, parabenów i silikonu. Wydajny.

Wady?

Słoik jako opakowanie, nie jest opcją higieniczną i antyalergiczną. Poza tym parafina- może zapychać pory, nie dawać uczucia odświeżenia. Nie widziałam jej tak powszechnie jak szamponu, więc myślę, że z dostępnością może być różnie.


Czy kupię ponownie?

Tak, ale inną wersje zapachową, na próbę. Jestem zadowolona z produktu. Swe obietnice spełnia. W końcu to tylko peeling, ma drzeć skórę, ale bez podrażnień, a to właśnie robi. Jestem na TAK!

Nowe do testu: Grudzień- Green Pharmacy, Szampon i peeling

Nowe do testu: Grudzień- Green Pharmacy, Szampon i peeling

Dermedic: Płyn micelarny do demakijażu z serii Hydrain3 Hialuro

Skład: Aqua, Glycerin, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Sodium Hyaluronate, Urea, Diglycerin, Sodium PCA, Hydrolyzed Wheat Protein, Sorbitol, L-Lysine, Allantolin, Lactic Acid, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Parfum, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol.

Płyn micelarny do zmywania makijażu i zanieczyszczeń skóry. Pozostawia uczucie czystości i świeżości.

Płyn bezbarwny, o ładnym słodkawym zapachu. Faktycznie nie podrażnia, nie przesusza skóry wokół oczu (ba! wręcz ją nawilża), nie ma zaczerwienienia, łzawienia ani gryzienia, nie napina skóry, co jest naprawdę nowością w płynach micelarnych, bo te co miałam do tej pory robiły mi ze skóry wokół oczu papier. Zmywa wszystko, tusz, kredki. Pozostawia twarz czystą, miękką i gładką, nawilżoną. Rozpiętość cenowa też spora, zdarzają się fajne promocje, ja swoje 400 ml plus 100 ml gratis upolowałam za 20 zł, więc mało

Wady?

Makijaż codzienny zmywa super, ale ten od kosmetyczki, „okazjonalny” gorzej w kwestii eyelinera. No i widzę, że dostępność jest nieszczególna, czasem jest, czasem nie ma. Skład bardzo chemiczny.

Czy kupię kolejny?

Na pewno! Razem z płynem z La Roche-Posay to moje hity demakijażowe.

Ziaja: Oliwkowe mydło pod prysznic

Skład: Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Coco Glucoside, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Olive Oil PEG-8 Esters, Panthenol, Polyquaternium-67, Cocamide DEA, Sodium Chloride, EDTA, Sodium Benzoate, 2-Bromo-2-Mitropropane-1,3-Diol, Parfum (Fragrance), Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Alpha-Isomethyl Ionone, Limonene, Citric Acid

Zmiękcza skórę, oczyszcza, nawilża, nie uszkadzając naskórka ani warstw ochronnych skóry.

Opakowanie duże, ale poręczne, bardzo ładny zapach, który utrzymuje się na ciele. Cena jest bardzo przystępna, dosłownie kilka złotych. Dobrze myje, daje poczucie świeżości i czystości. Właściwie to preparat unisex, bo sama zużyłam kilka opakowań jeszcze na studiach, a obecnie korzysta z niego Mój Mąż. Jest dostępny wszędzie, apteki, drogerie, kioski.

Wady?

Mało wydajny, jak dla mnie. Niektórym wysusza skórę, ja tego na sobie nie zauważyłam, ale obiecanego nawilżenie też nie. Skład trochę zbyt chemiczny. Konsystencja mogłaby być mniej ciekła, dużo się przelewa niechcący.

Ziaja: Maska intensywne wygładzanie

Skład: Aqua, Cetearyl Alocohol*, Cetrimonium Chloride, Dimethicone, Behentrimonium Chloride, Isopropyl Myristate*, Heliantus Annuus Seed Oil*, Panthenol, Polyquaternium-10, Hydrolized Sil, Sodium Benzoate*, Parfum, Linalool, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Buthylphenyl Methylpropional, Limonene, Eugenol, Citric Acid

Maska o niskim pH, zamykająca łuski, wygładza, odżywia, dodaje blasku, nawilża, uelastycznia.

Cena zwala z nóg, całe 6 zł za 200 ml. Opakowanie w formie słoika, wygodne w dozowaniu. Ładnie pachnie. Wygładza już w czasie spłukiwania i nakładania. Ułatwia rozczesywanie. Można stosować jako maskę (na 2 minuty po szamponie i spłukać), albo odrobinkę na włosy dosychające. Dobrze wygładza, uspokaja niesforne, prostuje jak żaden inny preparat stosowany do tej pory. Moich suchych kołków nie przeciąża, chyba że słabo spłuczę, albo dam za dużo. Włosy są gładkie, bez puszenia. Jest bardzo wydajna. Konsystencja gęstego budyniu, co ułatwia nakładanie.

Wady?

Dla niektórych zapach może być zbyt intensywny, duszący pod prysznicem. Nie nadaje się do włosów przetłuszczających się i zniszczonych, bo nie odżywia ich. Zbyt długie trzymanie na włosach jako maski obciąży je i utraci efekt świeżości po umyciu. Opakowanie brzydkie, szybko się niszczy, nie dla alergików (otwarty słoik). Nie polecam codziennego stosowania, bo w nadmiarze włosy  stają się suche i sztywne. Taki paradoks. Stosuję więc jako maskę co parę dni, a pomiędzy nimi odżywkę.

Nowe do testu: Styczeń -  Ziaja, maska wygładzająca i mydło do kąpieli

Nowe do testu: Styczeń – Ziaja, maska wygładzająca i mydło do kąpieli

Tołpa: Krem pod oczy 30+

To mój pierwszy raz z tą firmą. Daję jej zatem szansę.

Omawiany krem to hipoalergiczny dermokosmetyk pod oczy, dla kobiet po 30. roku życia, o działaniu przeciwzmarszczkowym, nawilżającym, witalizującym, rozświetlającym, redukuje oznaki zmęczenia. Nie zawiera alergenów, barwników sztucznych, PEG- ów, silikonów, oleju parafinowego, parabenów. Zapakowany w aluminiową tubkę, to duży plus, bo ekologicznie i łatwo dozować odpowiednią ilość, bo nie ma „chlupnięcia”, jak z plastikowymi, no i nie ma zasysania do środka powietrza, czyli ograniczenie rozwoju bakterii. Zawiera torf Tołpa, proteiny sojowe, ryżowe, ekstrakt z hibiskusa białego, olej z lawendy, passiflory. Cena ok 35 zł za 10ml.

Po zastosowaniu kremu skóra wokół oczu faktycznie robi się napięta, jędrna, ale jednocześnie nawilżona. Krem stosuje bardziej na wyrost, profilaktycznie, więc zmarszczek mi nie wygładził, bo nie miał czego. Trzymam go w lodówce, nakładam wieczorem, po kremie na twarz, miły efekt chłodzenia i łagodzenia. Szybko się wchłania, do suchości, nie pozostawia kremowego filmu.

Wady?

Nie wszędzie można Tołpę znaleźć. Nie zauważyłam obiecanego rozświetlenia.

Nowe do testu: Styczeń - Tołpa, krem pod oczy.

Nowe do testu: Styczeń – Tołpa, krem pod oczy.

Na tym koniec kosmetycznej opowieści „Nowe do testu: Grudzień i Styczeń – Ziaja, Dermedic, La Roche-Posay, Neutrogena, Green Pharmacy, Tołpa”, do zobaczenia za 2 miesiące.

A Wy? Znacie te preparaty? Używacie? Lubicie? Macie jakiś sensowny odpowiednik tych produktów, których nie kupię? Czekam na odzew w komentarzach.

Miłego dnia, pozdrawiam, E*

9 komentarz

  1. Patrycja napisał(a):

    Może to banał, ale krem do rąk z silikonem i gliceryną z Avonu sprawdza się idealnie na cały rok. Dobrze rozsmarowany nie pozostawia tłustego filmu i doskonale przy tym nawilża. Ja czasami na noc nie wsmarowuje go do końca i on fajnie wtedy wysycha. Tylko po użyciu tego kremu nie mam uczucia suchości rąk.
    Jeszcze jedną rzeczą z Avonu( tak wyszło, nie zamierzałam reklamować ;)) jest miodowy balsamik, który można stosować na każdą część ciała. Ja go stosuję najczęściej na usta i na zadrapania- takie już zasklepione, bardzo szybko po tym znikają. Czasami smaruję też nim wypryski i wtedy tak jakby mniej wychodzą choć mogłoby się wydawać, że balsamik zatyka pory. Jego wadą jest malutkie opakowanie, ale mi wystarcza na ok. 3 miesiące.
    Krem do rąk kosztuje ok.4-6 zł, a balsamik ok. 6-10 zł w zależności od promocji.

  2. Brzozia napisał(a):

    Dla mnie neutrogena działa świetnie, ale nakładanie jej na moje szorstkie dłonie to karotga, bardzo źle się rozsmarowuje. Dziurka dozująca jest maleńka w stosunku do potrzebnej ilości preparatu na moje dłonie, samo wyciskanie gęstego kremu trwa kilka sekund. Osobiscie stosuję w sytuacjach kryzysowych (np. po szale świątecznych porządków), bez przyjemności, ale zawsze działa:)

  3. siymia napisał(a):

    Krem do rąk neutrogena jest najlepszym kremem, z jakim miałam do czynienia, a powiem, że nienawidzę kremów do rąk. Mam dłonie ze skłonnością do pocenia się, ale grzbiet dłoni często jest suchy od częstego kontaktu z wodą i mydłem w pracy – więc posmarowanie kremem tylko grzbietu dłoni raz czy 2x dziennie i krem starcza mi na około rok! 🙂

  4. Gozdzik napisał(a):

    Na wypadanie włosów polecam chrzan ,taki ze słoika + żółtko,lub tylko 1 łyżkę oleju .Potrzymac 15 minut i umyc głowę normalnie.Jak chrzan się wmasuje w głowę to piecze -ja dałam ostatnio ostry więc dosyc piekło , ale mozna wytrzymac.Po jednym zastosowaniu już mniej wypadały.
    To naprawdę skuteczny sposób.

  5. Peripatetike napisał(a):

    Droga Euceryno,
    do cery tłustej/ trądzikowej szczerze polecam kosmetyki Fitomed. Mają ziołowy skład (bez SLS,SLES i tej całej chemii, która niestety występuje prawie wszędzie), cena jest niebiańsko niska (200 ml to około 11 zł) i co najważniejsze nie podrażniają, nie zapychają. Spędziłam kilka dobrych lat na szukaniu idealnych kosmetyków do problemowej cery i te mogę polecić z ręką na sercu 🙂
    pozdrawiam

    • euceryna napisał(a):

      Witaj, sama nigdy nie miałam tej firmy, ale znam, kilka moich pacjentek jej używa. Skórę mam ogólnie suchą, ze święcącą strefą T i czasem jakimś wypryskiem, ale to w miarę kontroluję. Pozdrawiam, E*

  6. Sylvija napisał(a):

    Do rąk z przyjemnością używam teraz kremu arganowego VitalDerm. Nietłusty, dobrze się wchłania i wygładza.
    Z Green Pharmacy używam balsamu z aloesem i mlekiem ryżowym. Równiez dobrze sie wchlania i nie ma po nim efektu lepkości.

Dodaj komentarz