Nowe do testu: X / XI. Ziaja, La Roche-Posay, Iwostin, NUXE, Aussie

 

Aussie, Ziaja, Iwostin, La Roche- Posay, NUXE

Aussie, Ziaja, Iwostin, La Roche- Posay, NUXE

Cześć!

Dziś jak widać na powyższej fotce będzie recenzja, ale nie byle jaka, bo zakupów poczynionych w ostatnich miesiącach, czyli w październiku i listopadzie. „Nowe do testu: X / XI. Ziaja, La Roche-Posay, Iwostin, NUXE, Aussie”. I jak zwykle miks dermokosmetyków z aptecznej, wyższej półki z preparatami za grosze. I oczywiście wszystko ma na celu nawilżenie, natłuszczenie, regenerację i odżywienie, czyli efekt niezbędny u progu zimy. Zapraszam na przegląd.

Na pierwszy ogień ZIAJA i IWOSTIN, czyli dobre bo/i polskie

Ziaja maść oliwkowa i baza myjąca, Iwostin  żel punktowy

Ziaja maść oliwkowa i baza myjąca, Iwostin żel punktowy

 ZIAJA kuracja lipidowa, kremowa baza myjąca

Hipoalergiczny produkt myjący, dostępny wyłącznie w aptekach. Bez zapachu, parabenów, mydła, silikonów, barwników, dla skóry suchej i alergicznej. Zawiera w składzie ceramidy, glicerynę, witaminę B5, olej makadamia, skwalan, olej bawełniany. Taniutki, jak to Ziaja, dosłownie kilka złotych. Nie kupiłam go jednak samodzielnie, był dołączony do jakiegoś zestawu, jako gratis. Pomyślałam, że spróbuję.

A jak działa?

Nie wysusza, nie szczypie, nie podrażnia, w czasie użytkowania nie pachnie, ale w buteleczce czuć taką „apteczną” nutę.  Biała, półprzeźroczysta, emulsja. Słabo się pieni, zamiast chmury bąbelków, jedynie puszysta, rozmazana powłoka. Nie jest to dla mnie wada. Pozostawia skórę gładką i miłą w dotyku, ale suchą. Próbowałam nią zmyć makijaż, nawet się udało (tyle, że mój makijaż jest skromny, więc tu wyznacznikiem nie będę). Jest uniwersalna, do twarzy i do ciała. Ponoć ktoś się pokusił o mycie tym produktem włosów. Darowałam sobie ten eksperyment.

Wady?

Lejąca się konsystencja, trzeba uważać przy nabieraniu. Rozlewanie niezamierzone zmniejsza wydajność, która i tak nie jest tu mocna stroną. SLS w składzie, więc ciekawi mnie czy sprawdzi się u osób z atopią. Nie nawilża, nie natłuszcza, tylko myje w sposób dokładny i bez podrażnień.

Czy kupie ponownie?

Mimo szeregu plusów, chyba nie. Potestuję inne.
Ziaja Maść oliwkowa
Temu produktowi poświęcę niebawem cały post. Dlaczego? Cierpliwości, wszystko wyjaśnię z czasem.

IWOSTIN Purritin żel punktowy

Producent obiecuje ograniczenie bakterii, redukcję sebum, odblokowanie porów, redukcje zmian trądzikowych, złuszczenie i  wysuszenie. W składzie Zincidone (związek cynku redukujący zmiany trądzikowe), kwas salicylowy o działaniu złuszczającym, przeciwzapalnym, bakteriobójczym, wysuszającym, wyciąg z aloesu o działaniu przeciwzapalnym, łagodzącym i ekstrakt z mirry-bakteriobójczy i normalizujący łojotok.

Tubka mała, wąski otworek warunkuje higieniczne stosowanie, aczkolwiek rzadka konsystencja powoduje „wypluwanie” często zbyt dużej ilości produktu. Ok. 20 zł za 15 ml to nie tak dużo, pod warunkiem, że połowy kosmetyku nie wylejemy przypadkiem. To bezbarwny półpłynny żel, bez zapachu. Niewidoczny po posmarowaniu, nie zasycha ani na biało, ani na błonkę, która się łuszczy.

A jak działa?

Dodatek aloesu powoduje, że nie dostrzegłam uczucia nieprzyjemnego ściągania czy napięcia. Nie przesusza skóry. Zmiany trądzikowe przygasają, stają się mniej czerwone, napuchnięte i jątrzące, jednak nic nie znika w 1 noc. Żaden cud na wypryski „ tuż przed imprezą”. Ale na pewno nie pogarsza sprawy i nie dopuszcza do dalszego rozwoju. Dobrze go zastosować już w momencie, gdy zauważamy małą zmianę (czasem tak jest, w dzień nic nie widać, a podczas demakijażu znajdujemy kiełkujące zmiany, już wtedy warto zaatakować, jest nadzieja, że do rana zginie w zarodku).

Czy kupię ponownie?

Ogólnie preparat niezły, ale mógłby być lepszy. Po prostu. Kupiony na próbę, ale chyba zakupu nie powtórzę. Poszukam sobie innego i potestuję. Niemniej jeśli akurat nie posiadasz recepty na żel z antybiotykiem od dermatologa, kup sobie Iwostin. Będziesz bardziej zadowolona niż po kupnie zwykłej pasty cynkowej czy maści z witaminą A. Ale jak zwykle wszystko jest kwestią gustu i posiadanej cery.

AUSSIE

Aussie - szampon i odżywka

Aussie – szampon i odżywka

Szampon Aussie Miracle Moist

Przeznaczony do włosów suchych i zniszczonych. Nawilża, wygładza, nabłyszcza dzięki ekstraktowi z orzeszków makadamia.

Dobrze się pieni, jest wydajny, ma duża butelkę, jednak za każdym razem wydostanę go za dużo, w stosunku do potrzeb. Jest gęsty, żółtawy, wyglądem i zapachem przypomina mi płyn do pastowania linoleum (wspomnienie z przedszkola) czy też kiepskiej gumy balonowej. Na szczęście po spienieniu zapach zmienia się w przyjemny, pozostaje na włosach nawet po wysuszeniu. Nawilża włosy z lekkim obciążeniem, mnie to akurat potrzebne, bo normalnie mam puszące się futro. Lekki blask fajnie wygląda na włosach. Po wysuszeniu faktycznie są gładkie i sypkie. Jednak jeśli nie wypłukam go dokładnie, włosy wyglądają na średnio świeże. Poza tym skład, no masakra. Przeczytałam go dopiero po kupnie, żałuję, bo z pewnością odstraszyłby mnie od zakupu. Dobrze, że nie jestem alergikiem na chemikalia, bo pewnie bym cierpiała. Ale potwornie szczypie w oczy! Czegoś takiego nie doznałam chyba od dzieciństwa. Masakra do łez i oczu „królika”. Muszę strasznie uważać.

Ogólnie wszystko wygląda nieźle, ale nie kupię ponownie. Za dużo chemii, cena nieadekwatna do jakości. Kupiłam pod wpływem szumu o Aussie na blogach. Szału nie ma, niestety.

Odżywka Aussie Miracle Recharge Luscious Long

Odżywiająca mgiełka do włosów długich, z jaśminem i pantenolem, upiększająca, ułatwiająca rozczesywanie i nadająca blask.

Podobnie jak szampon opakowano produkt w twardy, mało elastyczny plastik. Nieprzeźroczysty, więc żeby zobaczyć zużycie trzeba się postarać. No i atomizer nie robi „chmury”, tylko taki nieregularny sik, mało precyzyjny. W składzie znów dużo paskudnej chemii, brrrr. Dobrze wygładza, nawilża i uwaga, prostuje. Można stosować na mokre i na suche, ułatwia rozczesywanie. Ładnie pachnie. Włosy są widocznie ładniejsze, gładsze, ale bez obciążania.

Mimo, że skutecznie ogarnia moje niesforne włosy, nie kupię ponownie. Skład mnie odstręcza. A dobrze się zapowiadało, bo preparat bardzo miły w użytkowaniu.

LA ROCHE-POSAY i NUXE

La Roche - Posay i NUXE

La Roche – Posay i NUXE

La Roche – Posay Lipikar Balsam AP+

Balsam uzupełniający poziom lipidów, przeciw podrażnieniom i swędzeniu skóry. Ma za zadanie koić skórę skrajnie suchą. Preparat jest nowością w rodzinie L R-P, postanowiłam się zatem skusić. W swoim składzie ma: wodę termalną, masło Karite, Niacynamid i „Aqua Posae Filiformis”. I ten ostatni element to właśnie nowość, lizat z bakterii występującej w składzie naszej flory -powłoki ochronnej skóry. Ma zatem za zadanie nawilżać, odżywiać i odbudowywać nasz naturalny mikrobiom. Polecany jest dla osób z atopowym zapaleniem skóry, gdyż jak pokazały badania wydłuża on remisję choroby, rzadziej następują zaostrzenia.

Już jeden Lipikar na rynku był. Fajnie nawilżał, odżywiał i natłuszczał, ale właśnie spora lepkość i gęstość preparatu nie każdemu się podobała. Utrudniało to bowiem użytkowanie, i mimo wysokiej skuteczności, preparat nie był przez wszystkich lubiany. Nowy Lipikar jest inny. Ma lekka konsystencję. Rozprowadza się błyskawicznie, bez uczucia lepkości, z dużą wchłanialnością. Opakowania występują w dwóch postaciach – 200 ml tuba i 400 ml butla z pompką. Ja wybrałam tubę, bo jest pro-ekologiczna, plastik zminimalizowany ilościowo. Pewnie to tylko chwyt marketingowy, ale widać, że się starają.

Miło się go używa, dość wydajny, bez zapachów i parabenów. Mimo rzadszej od poprzednika konsystencji, preparat się z tubki nie wylewa. Dobrze się rozsmarowuje i wchłania. Pozostawia skórę miłą i miękką w dotyku, bez łusek. Nie klei się, nie roluje, nie zmienia zapachu na skórze, przynajmniej na mojej.

Wady?

Jak to bywa z L R-P cena wyższa niż inne balsamy z drogerii. Ale to dermokosmetyk, apteczny, więc nie ma się czemu dziwić. Niemniej zdarzają się promocje w aptekach, pytajcie. Czasem 400 ml można upolować za mniej niż 50 zł. Skład nie jest bez zarzutów-gliceryna, parafina, dużo obco brzmiącej chemii. Opakowanie jest dość twarde, obawiam się, że wyciśnięcie końcówki balsamu będzie utrudnione. Nie wiem też jak się ma opakowanie z pompką, stosował ktoś?

Czy kupię kolejne?

Gdyby nie moja niepohamowana chęć testowania wszystkiego co nowe, pewnie tak. Niemniej chyba spróbuje czegoś innego, a jak się zawiodę, wrócę do Lipikar AP+.

NUXE

Krem do rąk, Reve de Miel. Nietłusty, regenerujący, odżywczy, do suchych i spierzchniętych dłoni, kojący i ochronny jednocześnie, przywraca miękkość i mniejsza uczucie napięcia. Ok. 40 zł za 75 ml.

Konsystencja ani rzadka ani gęsta, wydajny, dobrze się rozsmarowuje, nie roluje, nie zmienia zapachu na dłoniach, faktycznie koi podrażnioną i popękaną z przesuszenia skórę. Idealny na zimę. Tubka elastyczna, nie ma problemu ze zużyciem kremu do końca. Zapach wyraźny, co alergikom i wrażliwcom się nie spodoba. Mnie trochę uzależnił, stąd już nie zapominam o jego stosowaniu, hiihii. Higieniczne dozowanie, z tuby z wieczkiem, nie ma nakrętki, która zawsze upadnie pod szafkę nocną, zawsze:P! Zmiękcza i wygładza. Tworzy aksamitną powłokę, ale nie przeszkadzającą. Wyraźnie poprawia wygląd dłoni. Myślę, że spełnia swoje obietnice.

Wady?

Cena wysoka, ale zgodna z jakością produktu, wyraźny zapach, kłopoty z dostępnością w wielu aptekach.

Czy kupię ponownie?

Tak, razem z innymi produktami NUXA, bo moja przygoda z ta firmą właśnie się rozpoczęła. Polecam.

WELLNESS & BEAUTY i DAIRY FUN

 

Dairy fun- sól do kąpieli  i W&B - olejek do ciała

Dairy fun- sól do kąpieli i W&B – olejek do ciała

Wellness&Beauty olejek do ciała

Kosmetyk znaleziony przypadkiem w drogerii. Zwrócił uwagę przez niemieckie napisy (angielski ku mojej rozpaczy dominuje niestety), a że akurat mój arganowy olejek w sprayu (więcej o olejkach tutaj: http://euceryna.pl/olejki-oleje-codziennej-pielegnacji-warto-zainwestowac/ ) się skończył, postanowiłam zaryzykować.

W swoim składzie zawiera olej z nasion słonecznika, z nasion bawełny, ze słodkich migdałów, olej rycynowy i witaminę E. Jest typowym tłustym, klarownym olejkiem do natłuszczania i nawilżania. Atomizer pozwala na w miarę precyzyjne dozowanie (płynna konsystencja utrudnia to bardzo). Łatwo się rozsmarowuje, ale powoli wchłania, pozostawia skórę tłustą, lekko lepką. Z czasem ten efekt zanika. Na dzień wykluczony, chyba że to akurat sobota i przez jakąś godzinę po aplikacji wciąż pozostaniesz w piżamie. Na noc idealny. Zastępuje balsam po kąpieli, regeneruje skórę po otarciach od rajstop, przesuszeniu od ogrzewania. Skóra staje się miękka, nawilżona i gładka. Jest bardzo tłusty, więc nie nakładam go ani na twarz ani na włosy, bo boję się zapchania porów i obciążenia. Bardzo ładnie pachnie (ale intensywnie, więc alergicy i wrażliwcy-uważajcie), jest niedrogi i wydajny.

Czy kupię ponownie?

Zakup z chęcią powtórzę, może zmienię linię zapachową, z ciekawości. W ogóle firma mnie zaintrygowała, na pewno do niej wrócę. Jest tylko problem z dostępnością kosmetyku, bo tylko w jednej sieciówce ją dostrzegłam. Ale przy następnej wizycie z pewnością w coś się zaopatrzę.

Dairy fun sól do kąpieli w saszetce

Sól bardzo drobna, żółtawa, szybko się rozpuściła, bez grudek, zapach wyczuwalny, charakterystyczny, ale delikatny. Wykorzystałam ją do moczenia schodzonych w pracy stóp, w czasie domowego SPA (http://euceryna.pl/domowe-spa-stop-idealny-sposob-relaks/). Skóra stała się miła w dotyku, miękka i pachnąca. Niemniej sól to sól. Swoje zadanie spełnia, nie ma co się zachwycać ani roztrząsać.  Warto się skusić, bo pakowana w saszetkach, jednorazowo. Jak ktoś szybko się nudzi zapachami, czy kolorami, to jest to ciekawe rozwiązanie.

Jak macie jakieś ciekawe, sprawdzone nowości, dajcie znać, chętnie się skuszę. Kosmetyków nigdy dość, a o wielu warto swoje zdanie mieć.

Miłego testowania kosmetyków, pozdrawiam, Euceryna*

8 komentarz

  1. Natalia napisał(a):

    Jeśli mogę coś zasugerować- warto byłoby pod każdą recenzją umieszczać skład produktu z opakowania. Fajnie wiedzieć, na którym miejscu (od końca) w składzie występują ingrediencje, o których producent krzyczy na „okładce” 🙂

    Swoją drogą- bardzo polecam firmę Sylveco. Niedroga, a skład urzeka 🙂

  2. Marta napisał(a):

    Dermokosmetyki to wg mnie sprytny zabieg marketingowy. Kupowane w aptece sprawiają wrażenie wyrobów leczniczych. Niestety większość z nich zawiera parabeny, konserwanty, oleje mineralne etc. Nic dziwnego: La Roche Posay, Vichy należą do koncernu L’Oréal i pewnie w tubce znajdziemy tą samą chemię, tylko za wyższą cenę i pod inną nazwą. Lepiej inwestować w kosmetyki ekologiczne, choć oczywiście zioła też mogą uczulać.

  3. Makita napisał(a):

    Niestety Sylveco na mnie nie działa. Równie dobrze mogłabym nasmarować twarz masłem albo natrzeć oliwą z oliwek.
    Do włosów używam kosmetyków L’Occitane. Macie jakieś doświadczenia z tą marką?

  4. Natalia napisał(a):

    Sylveco ma dość łagodne w działaniu i delikatne kosmetyki.
    To prawda- nie każdy znajdzie tam coś dla siebie.
    Mało jest np. produktów do cery tłustej lub mieszanej, np. żadnego kremu.
    Ale dla mojej delikatnej i przesuszonej cery to idealna firma 🙂

  5. Lucyna Lewandowska napisał(a):

    1) Stanowczo muszę zaprzeczyć Pani opinii na temat dermo kosmetyków. Oczywiście mogę wziąć odpowiedzialność za produkowane przez marki Vichy i La Roche Posay. Zarówno użycie wody termalnej o szczególnych właściwościach w obu przypadkach, niekwestionowana obecność składników aktywnych, wieloletnie badania, również w wielu przypadkach kliniczne, używanie składników bezpiecznych i doskonale sprawdzonych, produkcja w warunkach standardów farmaceutycznych, a przede wszystkim ich wysoka skuteczność nie jest sloganem marketingowym.

    Pozdrawiam
    Lucyna Lewandowska

    • euceryna napisał(a):

      Witam, odnoszę wrażenie, że w ogóle nie przeczytała Pani komentowanego postu. Akurat w szeregu ocenianych produktów, ten z La Roche – Posay oceniłam pozytywnie, pochwaliłam i poleciłam.

Dodaj komentarz